Dokąd pędzisz, gdy nikt Cię nie goni, czyli spóźniony garnitur letni

Dzień dobry, tu demon prędkości, prawdziwa gazela wśród szyjących. Tak sobie zuchwale napiszę, że przypuszczam, co teraz myślisz. Oho, komuś się na przechwałki chyba zebrało. Wielkie mi co tak sobie pisać, kiedy się już niejeden kilometr na maszynie przeszyło i z niejednego wykroju korzystało. Kiedy szycie detali to czynność opanowana, a opis szycia w Burdzie to najczęściej już tylko taki dodatkowy bonus, a nie coś, bez czego do szycia w ogóle nie ma co siadać. I wiesz, co ja Ci na to odpowiem? Ano tyle, że jak to często bywa, rzeczywistość maluje się zgoła inaczej. Ta gazela okazuje się ślimakiem, a demon co najwyżej prędko podrzuca całą listę innych pilnych zadań do wykonania, w wyniku czego realizacja szyciowych planów spala na panewce. Co sprowadza się do tego, że… Raptem jakieś dwa i pół roku temu kupiłam sobie tkaninę na letni garnitur. Tak to sobie wyobraziłam: forma w miarę klasyczna, ale styl swobodny, taki totalnie na luzie. Brak podszewki, bo to przecież letnie odzienie, na chłodniejsze dni albo zwyczajne letnie wieczory. Niekoniecznie do pracy, za to koniecznie w wersji, która sprawdzi się i w knajpie, i podczas wieczornego spaceru po plaży. I jeszcze wyglądający dobrze w połączeniu z dowolnym obuwiem. Wygodny. Jasny, by jednoznacznie kojarzyć się z latem. No taki to miał być właśnie garnitur. A potem jeszcze ta tkanina. Bawełna z lnem o ziarnistej strukturze, niejednolitym kolorze i płóciennym splocie. Wydała mi się wprost idealna do tego projektu… I tu nagle bach! Nim się obejrzałam dwa lata z kawałkiem później, u progu jesieni, mam wreszcie swój wymarzony letni garnitur. Szybko. Jak z bicza trzasł…

IMG_9437IMG_9470IMG_9357IMG_9416IMG_9368

Cóż, jak widać, to lato mogę już spisać na straty, z drugiej jednak strony, patrząc na całą rzecz, dostrzegam taki pozytyw, że przynajmniej na przyszłe lato się nie spóźnię. Może nawet wiosna będzie na tyle przyjemna i sucha, że garnitur ruszy ze mną na wojaże już wcześniej. To, czego jestem pewna, to to, że mi się projekt udał. Wykrój na spodnie miałam sprawdzony już wcześniej (jesienne spodnie z zeszłego roku). Zlikwidowałam tylko ten ozdobny pasek, a zapięcie przeniosłam na przód. Żakiet szyłam w ciemno z niesprawdzanego wcześniej wykroju, ale zdaje się, że miałam nosa co do modelu, bo wyszedł mi… po prostu mi wyszedł. Jak pisałam, całość jest bez podszewki. Wszystkie zapasy w związku z tym zabezpieczyłam satynową lamówką, co nie było zajęciem ani szybkim, ani takim znów łatwym, ale teraz patrzenie na wnętrze daje mi tyle radości i satysfakcji. No i wiać też sobie może do woli, byle by to był ciepły wiatr.

IMG_9411IMG_9474IMG_9417IMG_9441IMG_9390

Z racji tego, że garnitur powstał z tkaniny będącej mieszanką lnu i bawełny, jest dość sztywny i gniecie się nieziemsko. W sztywności odnajduję tę zaletę, że zaprasowane zakładki, kołnierz czy inne detale zachowują swoje pierwotne ułożenie i żadne czynniki zewnętrzne im niestraszne. Gniotliwość natomiast, co jednak mnie nieco dziwi, wcale mi tutaj nie przeszkadza, ale to może dlatego, że to taki letni swobodny garnitur. Takim strojom się wybacza. Ty byś wybaczyła? Albo wybaczył?

IMG_9447IMG_9344IMG_9427IMG_9415IMG_9475IMG_9466

Metryczka:

  • Wykrój: spodnie to model 119 B z Burdy 3/2018, żakiet zaś to model 101 z Burdy 10/2018; bluzkę po raz pierwszy pokazałam w tym wpisie
  • Rozmiar: zarówno spodnie, jak i żakiet – 38
  • Tkanina: mieszanka lnu z bawełną, w tej chwili nie pamiętam już, jaką ilością dysponowałam, ale wystarczyło mi jak zwykle na styk
  • Modyfikacje: te dotyczące spodni już opisałam, w żakiecie zrezygnowałam z guziczków na rękawach

 

 

 

error

13 thoughts on “Dokąd pędzisz, gdy nikt Cię nie goni, czyli spóźniony garnitur letni

  1. Kasiu, nie jesteś sama. Ja też czasami potrafię być „demonem prędkości” Właśnie wyciągnęłam płaszcz, który zaczęłam 2 lata… kurczę może 3 🤭 lata temu… już nawet nie pamiętam. Wyciągnęłam i powiesiłam na oczach, może w tym roku go skończę. Chociaż jak tak wisi i na niego patrzę już coś bym w nim zmieniła 😂
    A wracając do garnituru, uwielbiam… chociaż tak rzadko nosiłam w tym roku swój, ale jak go przymierzałam któregoś razu , stwierdziłam, że mi się piorun udał i bardzo się cieszę, że w szafie taki mam. Twój jest fantastyczny i mam nadzieję , że będziesz miała wiele okazji do jego noszenia i cieszenia się bo w końcu tyle na niego czekałaś! Fason ponadczasowy, więc taka rzecz może służyć nam lata. Wyglądasz w nim świetnie 👌
    Pozdrawiam Beata

    1. Gdzieś czytałam już o tym Twoim płaszczu, że wisi i czeka. Niech za długo nie wisi, bo za dużo kurzu zbierze 😂. To jest właśnie to ryzyko, że jak się za długo w czymś dłubie, to koncepcja się może zmienić. Ale czasami nie da się szybciej.
      Mam nadzieję, że ja ze swojego garniaczka będę tak zadowolona, jak Ty ze swojego. Wczoraj wieczorem jeszcze sobie żartowałam, że powinnam taki na sezon jesienno-zimowy uszyć, tylko gdzie ja w nim będę biegać, pewnie od maszyny do żelazka i z powrotem. Latem jednak więcej okazji do wyjść jest. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba, oj jak bardzo 😊.
      Pozdrawiam serdecznie!

      1. Piękny komplet 🤩 Kasiu, w tych planach szyciowych to mam tak samo. Niestety, ja nawet na miano ślimaka nie zasługuje. Lato się skończyło, owszem, można zacząć szyć na następne (na pewno zdążymy 😄). Ja nawet kupiłam te buty o które Ciebie pytałam 😄 (pod postem związanym z bluza z Anna Vintour). Pozdrawiam serdecznie, więcej czasu na szycie 😄

        1. Tu się nie ma co martwić, że się nie wyrabiamy, bo szkoda zdrowia, a szycie to mają być same miłe doznania. U mnie też zalega cała kupka materiałów, które miały być na lato i z którymi nie zdążyłam. Trudno, odleżą swoje i będą na następne albo jeszcze kolejne. Cieszę się, że udało Ci się kupić buty. Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że to się może jeszcze udać. Ja ze swoich jestem bardzo zadowolona. Są super wygodne dzięki tej grubej podeszwie.
          Dziękuję za odwiedziny i miłe słówko! Pozdrawiam serdecznie 😊.

  2. Cześć,
    Czuję się jak w grupie wsparcia „demonów prędkości”. U mnie podobnie – jedno ubranie szyję kilka miesięcy, potem tym jak materiał odleży swoje w szafie przez dwa lata.
    Hej! Ale liczy się efekt. O ile ja nie potrafię wybaczyć lnowi tego, że się tak okrutnie gniecie, o tym ten garnitur jest po prostu prześliczny! Trzymam kciuki za ciepłą jesień, abyś jeszcze wiele razy w tym roku miała okazję ubrać swój uszytek 🙂
    Pozdrawiam
    Kasia

    1. Cieszę się w takim razie, że udało mi stworzyć taką atmosferę. U mnie nie zawsze ten proces tak się wlecze, ale zdarzają się takie projekty. Widzisz, ten garnitur szyłam długo, a już kolejny zestaw machnęłam w niecały tydzień. Nie ma reguły. Bo, tak jak napisałaś, liczy się efekt. Na szczęście mój garnitur tak się nie gniecie, bo splot jest gruby, a tkanina ma też w sobie włókna bawełny, która być może w tym przypadku delikatnie osłabia ten efekt. Inna sprawa, że mi to gniecenie aż tak nie przeszkadza. Taki urok większości włókien pochodzenia naturalnego.
      Pozdrawiam serdecznie!

  3. W porównaniu ze mną to i tak masz tempo. Moje materiały to niedługo mole zjedzą. Dziś robiłam przegląd spodni na chłody i już od chyba dwóch lat wiem, że nowe na zimę potrzebne. Ciekawe, na którą zimę je uszyję… Szycie jest męczące. Spodni nie umiem dopasować, nie mam sprawdzonego wykroju, choć uszyłam już kilkadziesiąt w życiu par. Taka figura. I taka krawcowa.
    Fajnie, że pokazujesz takie cuda i motywujesz. Satynowej tasiemki na pewno bym nie robiła; podziwiam.

    pozdrawiam:)

    1. Ej, szkoda by było, żeby mole chodziły takie obżarte. Nie karm ich, tylko szyj ;). Spodnie to jest rzeczywiście chyba jedna z bardziej problematycznych części garderoby, jeśli chodzi o dopasowanie, choć wcale nie takie trudne do uszycia. A próbowałaś może własnej konstrukcji? Może to jest klucz do znalezienia idealnej formy?
      A tasiemki sama nie robiłam. Nie mam lamownika i nie mam aż tyle zacięcia chyba ;). Mam za to hurtownię pasmanteryjną, więc mogę sobie zaspokajać takie ozdobnicze potrzeby.
      Pozdrawiam serdecznie!

  4. Mistrzostwo! Zazdroszczę jak nie wiem co 🙂
    W końcówce tego lata zaopatrzyłam się w końcu (po roku zastanawiań) w tkaninę na taki właśnie letni garnitur i jestem pewna że do wiosny go nie tknę. Jeszcze nie wiem do której wiosny 🙂 Ale może za to wyciągnę ze stosika tkanin wełnę sprzed roku na płaszcz jesienny, to może przed mrozami zdążę uszyć i ponosić. Coraz bardziej zmierzam w kierunku slow sewing, tak jakoś wychodzi, nie żebym się delektowała powolnym procesem.
    Śliczne dni ciągle mamy, taki zgrabnie luzacki wyszedł Ci ten garnitur, że nawet jeśli tej jesieni już nie zdążysz, to wierzę że cudnie będzie go założyć jak wróci ciepło 🙂 Pozdrawiam!

    1. Och, jak ty mi pochlebiasz! Jak mnie ten komentarz cieszy 🤗.
      Zauważyłam, że szycie na siłę, bo tkaniny leżą, bo pora roku taka, bo jakiś tam plan kiedyś miałam, u mnie się zupełnie nie sprawdziło. Jeżeli mam z szycia dla siebie czerpać przyjemność, to muszę to robić pod wpływem chwili. Inaczej radości z tego żadnej nie będę miała, a jedynie frustrację, że coś nie idzie po mojej myśli. Ten garnitur szyłam całe wieki, kolejny zestaw w kilka dni. I jeden, i drugi sprawił frajdę – i to się dla mnie najbardziej liczy. Nie mówię, że to jest najlepsze rozwiązanie, nie twierdzę, że tak będzie zawsze. Ale przyjmując ten stan rzeczy takim, jakim jest, jakoś tak mi łatwiej się cieszyć. A garnitur założę w listopadzie na pokazie i jaram się jak nie wiem co (trochę też stresuję, bo jako życiowa łamaga mam spore szanse na spektakularną wywrotkę 😅).
      Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *