Dzianinowa sukienka

Wyobrażacie sobie swoje życie bez pasji? Bez czegoś, co potrafi pochłonąć Was bez reszty? Wiem, trochę głupio pytam. Wiadomo, że tak się żyć nie da. Czasami trzeba zwolnić, odpocząć, nawet od tego, co kochamy, ale porzucić się nie da. Bo Ty odstawiasz, ale za czas jakiś, czasem znienacka, to wraca i smyra po zwojach i serduszku, domagając się uwagi. Na początku dość nieśmiało, ale stopniowo myśli zaczynają krążyć natarczywie wokół tego, co sprawia przecież radość. I nim się człowiek obejrzy, nim ja się zorientowałam, wszystko wskoczyło na dobrze znane sobie tory. W moim życiu na nowo zadomowił się twórczy chaos.Choć w zapasach mam sporo tkanin i rozsądek podpowiadał, by to nimi w pierwszej kolejności się zająć, to jednak nie mogłam sobie odmówić przyjemności pogłaskania materiałów w sklepie, tym bardziej że tę rozrywkę zaproponowała mi przyjaciółka. Od głaskania do zakupów droga już niedaleka, wiadomo. Na sukienkę kupiłam dzianinę z wypukłym wzorem, chyba coś w rodzaju punto, w jeansowym kolorze. O ile zwykle patrzę na skład tkanin, tak tym razem w ogóle mnie ten temat nie zajmował. Chciałam sobie coś kupić i już. W sklepie zdecydowałam, którą sukienkę uszyję, bo i ta decyzja początkowo nie została podjęta, mając już jednak materiał w ręce, bardzo szybko ustaliłam, że będzie to model 107 A z Burdy 9/2018.Wykrój przewidziany został dla kobiet niskich, ale przy tak nieskomplikowanym modelu dopasowanie go do mojego wzrostu nie było żadnym wyzwaniem. Oprócz tego zrezygnowałam z wszywania zamka, bo dzianina rozciąga się na tyle, by w sukienkę swobodnie się wsunąć, i z paska, ale to już niestety po jego wszyciu (i obrzuceniu owerlokiem). Okazało się, że dzianina jest na tyle mięsista, że warstw w pasie robi się za dużo, i zamiast mieć wcięcie w talii, zrobił mi się dodatkowy wałeczek. Wyprułam go więc, zszyłam górę z dołem, a gotową sukienkę ozdobiłam srebrnym paskiem. Po całym dniu wojaży w sukience byłam pewna i jestem pewna nadal, że to kapitalny model i jeszcze z niego skorzystam.

davdavdavbtrPozdrawiam serdecznie, Kasia!

16 thoughts on “Dzianinowa sukienka

  1. Cześć,
    Bardzo się cieszę, że szyjesz 🙂
    Sukienka rewelacja. Chyba najlepsze są rękawy i to, że są wszyste tak blisko szyji. Niesamowicie wyszczupla to sylwetkę!
    Pozdrawiam,
    Kasia

    1. Cześć, Kasiu 🙂
      Cieszę się, że się cieszysz. Rękawki są w ogóle super, bo się ich nie wydaje, bo mają zaszewkę na główce. Szycie tej sukienki to sama przyjemność.
      Pozdrawiam!

  2. Kasieńko, świetna, codzienna sukienka. Ma bardzo ładny kolor, chodzi za mną już od dłuższego coś w takim jeansowym kolorze , ale nie z jeansu. Rękawy też mnie ujęły, muszą być bardzo wygodne. Taki prawie reglan jest fajnie wyszczuplajacy w ramionach moim zdaniem. Cieszę się, ze do nas wróciłaś, trzymam mocno kciuki za spokój ducha i czekam na kolejne odsłony.
    Buziaki Kochana 🙂

    1. W moim przypadku taki kolor jest chyba najbardziej uniwersalnym wyborem. Pasuje mi do wszystkiego, do mnie i czuję się w nim bezpiecznie. A i sam jeans bardzo lubię, więc jakoś to tak samo wychodzi :D. Te rękawki są faktycznie świetne, ale sama wcześniej nawet im się za bardzo nie przyjrzałam. Ot, uznałam, że się świetnie je szyje i na tym właściwie poprzestałam, a tu się okazało, że rzeczywiście one bardzo zgrabnie modelują ramiona (co akurat w moim przypadku ma znaczenie, bo mam je dosyć solidnie zbudowane), co zobaczyłam dopiero na zdjęciach.
      Beatko, ja Ci po prostu bardzo dziękuję! I ściskam mocno 🙂

      Ps. Poprzedni komentarz napisała moja kieszeń, kiedy zajmowałam się randkowaniem, a blogowanie odłożyłam na później. Odkryłam to dopiero dzisiaj. Mam nadzieję, że nie próbowałaś go odszyfrować 😀 😉

  3. Kasiu, fantastyczna sukienka, wygodna (widać na zdjęciu ;-)) w ładnym kolorze i o eleganckim kroju 🙂 Także mam ją w swoich planach, tylko kwestia odpowiedniego materiału. Z Twoich doświadczeń wynika, że nie może być zbyt gruby choć można trochę zmodyfikować wykrój tak jak to zrobiłaś 🙂
    Pozdrawiam ciepło w oczekiwaniu na dokumentację Twoich kolejnych uszytków (a widziałam, że jest ich całkiem sporo) 🙂

    1. Ada, tę sukienkę nosi się wręcz rewelacyjnie. Mam zamiar uszyć jeszcze jeden taki egzemplarz, tyle że zmieniając go odrobinkę, żeby jednak sukienki się od siebie różniły. Ale dół będzie dokładnie taki i rękawki też. I masz rację – dzianina czy tkanina nie mogą być za grube, bo ilość warstw spowoduje, że nie będzie się ona dobrze układać.
      Dziękuję Ci za odwiedziny i dobre słówko 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  4. Życie bez pasji, jest bardzo ubogie, nie wiem czy tak można żyć. Sukienkę podziwiam Kasiu, jestem bardzo zachwycona tą formą, sukienka też w moich planach od dawna 🙂 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Anettko, święta racja. Dziękuję Ci bardzo! Czekam w takim razie na Twoją realizację. Mam nadzieję, że uszyjesz ją już niebawem. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  5. Cieszę się Kasiu że wróciłaś,cudowna sukienka, zresztą jak wszystko co tworzysz😊gdyby ktoś zakazał mi moich pasji to równie dobrze mógłby zakazać mi oddychać,nie rozumiem ludzi bez pasji,mało tego ja ich po prostu nie lubię,pozdrawiam cię Kasiu cieplutko😍

    1. Dziękuję, Moniko :*
      Życie bez pasji wydaje mi się takie bezbarwne. Natomiast świadomość tego, że można zająć się czymś, co potrafi pochłonąć bez reszty i sprawia radość jest bardzo pokrzepiająca. Tak, ja też mam problem ze zrozumieniem ludzi, którzy nie mają pasji. Są chyba z innej planety.
      Ściskam mocno! 😊

  6. Podziwiam, że chce Ci się szyć i że to pasja. Moja gdzieś umarła:( Przez lata szyłam, teraz nie lubię i się zmuszam. Potrzebuję spodni i leżą zaczęte już ponad miesiąc. Już jest na nie za zimno. A jeszcze miałam zimowe szyć… Gdybym w sklepie umiała na swoją figurę kupić, to bym nie szyła.A resztki tkanin i kupony, które uznałam za „niemoje” oddałam niedawno znajomej nauczycielce plastyki. Cały wielki karton po maszynie do szycia. Się rozpisałam, sorry.
    Fajna sukienka. Jedynie chyba inaczej bym zrobiła dekolt. Tam z tkaniny miał chyba nieco stać?
    pozdrawiam

    1. Bardzo się cieszę, że się rozpisałaś 🙂 Czasami pewnie trzeba odpocząć od tego, co kiedyś cieszyło. Zmuszanie się raczej nie zmieni Twojego nastawienia. Teraz jestem akurat na tym etapie, że mi się chce i czerpię z tego radość. Ale też jest tak, że nie narzucam sobie żadnych terminów i szyję dokładnie tyle, na ile mam ochotę. Wczoraj na przykład chciałam uszyć do końca górę sukienki wraz z rękawami, a po skończeniu prac z kołnierzykiem odłożyłam ją, bo już byłam zmęczona. Miałam wrócić, ale nie wróciłam. I nie robiłam sobie z tego powodu wyrzutów. Za jakiś czas pewnie to nastawienie mi się zmieni, bo prawda jest taka, że u mnie to nic stałego z tym szyciem. Choć ciągle mam na nie fazę 😉
      Kupienie dobrze leżących spodni to akurat całkiem spore wyzwanie jeden z niewielu ciuchów, który w tej chwili kupuję. Ale zawsze ta czynność sprawia mi ogromny ból, bo mierzenia spodni to ja nie znoszę i też mi jakoś super to kupowanie nie wychodzi. Najlepiej mieć jednak kogoś zaufanego pod ręką, na kogo opinii można polegać.
      Co do wykończenia góry sukienki – masz absolutną rację. Mogłam tę listwę wzmocnić wkładem, żeby była bardziej ogarnięta, ale tego nie zrobiłam. Chodzę sobie z taką górą i nie zwracam na nią uwagi 😉 W następnej sukience dekolt wykończę inaczej (już mam pomysł, ale oczywiście nie wiem, kiedy go zrealizuję – pewnie na wiosnę).
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odwiedziny!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *