Jak kraść, to miliony, jak szyć, to z rozmachem

Splot sprzyjających okoliczności oraz porządna dawka motywacji po tym, jak pokazałam mój letni garnitur, a on się spotkał z takimi owacjami, że jednak to przerosło trochę moje oczekiwania, a przyprawiło o euforyczny zawrót głowy, wywołały u mnie natychmiastową chęć uszycia czegoś podobnego, w czym jednak będę mogła mierzyć się z chłodami nadchodzących miesięcy. Jako szczęśliwa posiadaczka zapasów materiałowych wiedziałam, że mam odpowiednią tkaninę na kolejną marynarkę, co zaś do reszty – reszta klarowała się w miarę rozprawiania się z kraciastą materią.

Ale po kolei. Choć najprościej i najszybciej byłoby skorzystać z formy letniego żakietu, zachciało mi się jednak poszukać czegoś innego. Daleko nie musiałam się rozglądać, to znaczy tak mi się zdawało na początku, bo w oko wpadła mi marynarka z wrześniowej burdy z szalowym kołnierzem. Decyzja została podjęta, zabrałam się za ogarnianie stanowiska pracy, a gdy zwarta, gotowa i uzbrojona w ołówek oraz pozostałe kreślarskie akcesoria pochyliłam się nad arkuszem z wykrojami, chcąc rozszyfrować, która linia będzie moją, mina mi zrzedła, bo jako w gorącej kąpana wodzie istota nie doczytałam, że to na niskie kobiety forma. Zbita z tropu, straciłam całą werwę, z którą rozsiadłam się na podłodze. Scenariusze ominięcia przeszkody rozważałam różne, uparłam się jednak na ten kołnierz i za nic nie chciałam odpuścić. Przez głowę przewinęły mi się myśli w rodzaju: a może by do formy tego białego dorobić taki kołnierz… ale jak się za to zabrać?… to może poszukam jakiejś innej marynarki… nie ma… no to może jednak nie bać się tak tego stopniowania i spróbować… to może spróbuję. Nieco mniej pewna siebie, ale wciąż z odpowiednim zasobem wiary w swoje umiejętności ponownie umościłam się na podłodze, sięgnęłam po przybory oraz gazetę, by przyjrzeć się szczegółom i… I tu, proszę państwa, stać już mnie tylko było na typowy facepalm. Bo wykrój okazał się być na dzianinę, a nie tkaninę. Ale jakoś za pierwszym i drugim razem nie doczytałam. Może dobrze, że chociaż za trzecim. Tak czy inaczej model ten porzuciłam i sięgnęłam do mojego archiwum. Znalazłam w końcu żakiet, zdecydowanie inny, ale z podobnym kołnierzem. Dzięki zaś drobnej modyfikacji (czyli po prostu przerysowaniu kształtu kołnierza z wrześniowej Burdy), zaspokoiłam swoje chciejstwo.

IMG_0018IMG_0083IMG_0029IMG_0052

Wydawać by się mogło, że rezygnując z szycia rewersowego kołnierza, czyli najbardziej wymagającego elementu żakietu (to nie jest oficjalne stanowisko wszystkich krawcowych świata, lecz ledwie moja opinia), rozprawię się z szyciem raz-dwa. Bardzo szybko jednak opis wykonania sprowadził mnie na ziemię, bo okazało się, że za cholerę nie potrafię rozszyfrować, jak ja mam uszyć te wypustki i całe kieszonki zresztą. Nakombinowałam się bardzo, nawycinałam próbnych wypustek, kawałków przodów i kieszonek. W końcu wycięłam sobie miniaturki z kartonu i zaczęłam rzeźbić. Na szczęście z sukcesem.

IMG_0224IMG_0016IMG_9860

Planując szycie marynarki, od razu założyłam, że uszyję też do niej spodnie. Nie takie jak poprzednio i nie z tej samej tkaniny jednak. Podczas przymiarek żakietu zestawiałam go z moimi niebieskimi kuponami, szukając jak najlepszego połączenia. Zdecydowałam się na uszycie spodni z kupry, a że tkaniny miałam sporo, postanowiłam też uszyć bluzkę. Niech udają kombinezon, tak sobie pomyślałam. I znów inspiracją okazała się wrześniowa Burda z szerokimi spodniami na gumie, choć skorzystałam ostatecznie z innego wykroju na spodnie. Wszystko dlatego, że w spodniach nie przepadam za kieszeniami w szwach bocznych. Teraz to sobie myślę, że łatwiej by było zamienić te kieszenie na kieszenie w karczkach niż wyczyniać to, com czyniła z wykrojem spodni, na który ostatecznie się zdecydowałam. Wybrałam ten, z którego spodnie już szyłam, szkoda tylko, że zapodziałam formę i musiałam rysować ją jeszcze raz. Postanowiłam, że te spodnie też będą bez żadnych rozporków (co najwyżej jakiś udawany z przodu), że je będę wciągać i ściągać: siup – jednym zwinnym ruchem. Nie przyszło mi jednak do głowy, żeby sprawdzić obwody. Kiedy więc spodnie już prawie do końca uszyłam (bez zaszewek i zakładek, żeby nie było), okazało się, że mogę je wciągnąć tuż pod dupkę i ani kawałka dalej, czyli jakby trochę za nisko. Ja już się nauczyłam przyjmować te razy na klatę, serio. Ze stoickim spokojem przejrzałam grubaśny pęk moich suwaków i znalazłszy ten w odpowiednim kolorze, zabrałam się za prucie miejsca przeznaczonego na rozporek. A wiesz, co jeszcze przytrafiło mi się wcześniej? Zapomniałam o tym napisać, ale już spieszę z odpowiedzią. Otóż źle odrysowałam przód spodni, tzn. linię paska odrysowałam nie z tego modelu, co trzeba, i przód mi wyszedł za krótki o 3,5 cm. Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda… Z tym też się uporałam, dosztukowując brakujący fragment paska. I nikt by się nawet nie domyślił, gdybym o tym nie wspomniała!

IMG_9923IMG_9917IMG_9911

Przy tym wszystkim szycie bluzki poszło błyskawicznie i bez przygód. Wybrałam model, na który zakusy czyniłam już wcześniej, a częściowo nawet wykorzystałam (w bluzie z Anną Wintour). Zmodyfikowałam jednak dekolt i znów nie zrobiłam nic z rękawami, co jednak wyrzucam sobie teraz, bo gdybym wydłużyła tę bufiastą część, byłyby wygodniejsze. Rękawy ozdobiłam rypsową tasiemką i tę samą tasiemkę postanowiłam wykorzystać w spodniach. Ze spodni można ją wyciągnąć i zastąpić zwykłym paskiem, z rękawów nie, ale taki właśnie był plan.

IMG_9835IMG_9838IMG_9929

Uff, ale się naszyłam. Szyłam wszystkie te rzeczy z myślą o tym, by tworzyły zestaw, ale każda z nich sprawdza się świetnie w pojedynkę i najczęściej tak właśnie z nich korzystam. Bluzkę noszę do dżinsów i sprawdza się ona nieźle w chłodniejsze dni albo wieczorami. Jedna rzecz mnie tylko trochę w niej drażni (nie, nie rękawy) – nie wiem, dlaczego ucieka mi do tyłu i ciągnie dekolt. To znaczy coś tam podejrzewam (w końcu szkoliłam się z konstrukcji), ale nie chce mi się już wyciągać formy i sprawdzać. Może przy następnej okazji. Spodnie będę eksploatować najbardziej w te ciepłe i suche dni, choć jak widać na zdjęciach, do botków na obcasie też mogą być i wcale tak bardzo nie widać, że są bardziej letnie niż jesienne. No a żakiet… Ten to mi się udał! Jest długi, więc nie odsłania niczego, co jesienią powinno być zakryte. Jest dość ciepły i wystarczająco obszerny, by założyć pod niego nawet golf. Ma głębokie kieszenie, więc kiedy wsiadam w nim na rower na krótką przejażdżkę, nie potrzebuję już żadnych torebusiek, nerek i innych woreczków, by zmieścić najpotrzebniejsze przedmioty. I bardzo pasuje mi do dżinsów, które najczęściej jednak noszę jesienią i zimą. Tak, żakiet udał mi się najbardziej, choć na początku przekonywał mnie do niego tylko kołnierz.

IMG_9973IMG_9974IMG_9991IMG_9979IMG_9990

Metryczka:

  • Wykroje:
  • Rozmiar: 38
  • Tkaniny: 3 x 1,4 m kupry i 2 x 1,4 m bawełny w kratkę
  • Dodatki: wypustka w żakiecie zrobiona z gotowej lamówki satynowej, po jednej zatrzasce w żakiecie i spodniach, rypsowa tasiemka wykorzystana do ozdobienia spodni i bluzki
  • Modyfikacje i poprawki:
    • Żakiet: lekko zmodyfikowałam kształt kołnierza i zwęziłam marynarkę w talii o ok. 6–8 cm.
    • Spodnie: poszerzyłam na linii bioder łącznie o ok. 2cm; w tunel, który pierwotnie miał być tunelem na sznurek, wciągnęłam gumę (od wlotu jednej kieszeni do drugiej) i zamocowałam ją – dzięki temu spodnie z tyłu są zmarszczone równomiernie i trzymają się dobrze także bez paska.
    • Bluzka: zmieniłam kształt dekoltu.
error

14 thoughts on “Jak kraść, to miliony, jak szyć, to z rozmachem

    1. To jest takie miłe, co piszesz 😘. Zwłaszcza że zawsze chciałam, żeby ten blog był czymś więcej niż tylko zbiorem zdjęć uszytych rzeczy. I cieszy mnie bardzo, że doceniasz też tę część mojej działalności . Dziękuję! 😊

    2. Cześć,
      Popieram, nie tylko wyglądasz, ale i piszesz super 🙂 zawsze się zastanawiam czym nas zaskoczysz, ale ten komplecik to już kosmos jest! Obłędnie w nim wyglądasz 🙂
      Pozdrawiam
      Kasia

      1. Kasiu, pozytywny odbiór tego, jak piszę, cieszy mnie równie mocno jak komentarze dotyczące tego, co uszyłam. Dziękuję Ci! A w ogóle jak to miło przeczytać, że Cię tak zaskoczyłam 🙂.
        Pozdrawiam serdecznie!

  1. Ale się uśmiałam 😁😁😁 widzę, że z Ciebie to taki raptus albo gapa jak ja. Z tym rysowaniem to też tak czasami mam, że jadę po jakiejś linii, a później stoję i patrzę czemu ta część jest taka dziwna 🤦‍♀️😂 Koniec końców dobrze, że wszystko jest ok i satysfakcja też jest, bo gdyby jeszcze coś Ci nie wyszło to byłoby żal tej pracy. Żakiet szalenie mi się podoba i komplecik też fajny, zanim zaczęłam czytać myślałam , że to kombinezon. W szyciu bywa różnie i czyha na nas wiele niespodzianek, ale gdyby nie to byłoby nudno a tak to nidgy nie wiadomo co nas po drodze spotka 😅
    Pozdrawiam cieplutko 🤗

    1. Ja mam tak od dziecka. I bywa to bardzo wkurzająca cecha, ale co zrobić. Jakoś trzeba z tym żyć 😅. Skoro nie jestem jednak z tym sama, to też mi łatwej, bo mogę liczyć na pełne zrozumienie w podbramkowych sytuacjach 😁. No i wychodzę z założenia (bo póki co mi się udawało cało wychodzić z opresji), że zawsze jakieś rozwiązanie się znajdzie. Czasem tylko trzeba się przespać i na spokojnie podejść do tematu. Żakiet jest ekstra. Jestem z niego bardzo zadowolona. Cieszę się, że Ci się podoba!
      Pozdrawiam serdecznie!

  2. Ufff odnalazłam cię,jak się cieszę 🤩🤩🤩cudownie,jestem zachwycona🤩w wolnej chwili muszę nadrobić wszystkie zaległości,których narobiłam sobie gdy cię zgubiłam😁to będzie niezwykle wciągająca lektura👍

  3. O! No pewnie! I jeszcze wypustkę wszyła między podszewkę a materiał! Oj, bardzo ładnie, bardzo 😀 😀 😀
    Kochana, super zestaw! Myślałam, w pierwszej chwili, że to kombinezon i ten kolor tak mi się spodobał. Żakiet naprawdę świetny. Jesteś SUPER SEWING WOMAN 🙂

    1. A wszyłam sobie! A co się będę ograniczać. I jeszcze się tak bezceremonialnie chwalę. Tytuł SSW przyjmuję i wystrugam sobie z tej okazji medal z ziemniaka 😂. Jolu, dziękuję pięknie 😘.

  4. Kasia,
    Od pierwszego dnia nie mogę się napatrzeć na ten żakiet 🙂 Bardzo lubię te kolory a jego dopasowanie i odszycie nieustannie mnie zachwyca 🙂
    Bluzka ze spodniami i dodatkami również super wyglądają 🙂
    Pomyłki chyba są wpisane w naszą aktywność, tak, tak, dobrze, że nie tylko mnie się zdarzają … 🙂 Dobrze jeśli można wyjść z nich obronną ręką, a zwykle, na szczęście, w jakiś sposób można.
    Oj, ten żakiet będziesz miała na długo, jest bardzo uniwersalny a przede wszystkim pasuje Ci 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂
    Ada

    1. Ada, wiadomo nie od wczoraj, że nie myli się ten, kto nic nie robi. A jak ktoś jest taki wicher jak ja, to pomyłki sypią mu się lawinowo jedna po drugiej (a czasem dwójkami i trójkami) 😅.
      Bardzo się cieszę, że żakiet i cała reszta Ci się podobają. Lubię szyć marynarki, choć to wymagająca część krawiectwa, ale jakoś tak mam, że ich szycie sprawia mi satysfakcję. No i bardzo lubię je nosić, bo narzucone do dżinsów albo innych mniej eleganckich ubrań nadają jednak całości takiego jednak bardziej wyjściowego charakteru.
      Dziękuję Ci pięknie i pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *