Nowe słówko, czyli skutek uboczny szycia pewnego żakietu

Żeby zacząć tę opowieść cofnę się na chwilę do poprzedniego wpisu. Bardzo zależało mi przy tworzeniu tamtego zestawu na dobraniu odpowiedniego odcienia tkaniny na żakiet. Bardzo chciałam też, żeby to była lniana materia. Zamówiłam więc kupon, który wydawał się odpowiedni, ale niestety (na szczęście tylko na tamtą chwilę) okazał się zupełnie nietrafiony. Uprałam go więc tylko, co czynię ze wszystkimi nowymi materiałami, wrzuciłam do szafy i kazałam czekać na lepsze czasy. Te na szczęście nadeszły bardzo szybko. Mając pomysł na nowy żakiet (a jakże!), wyciągnęłam żółteczko na światło dzienne, nawet zapytałam, czy aby na pewno będzie mi pasować, a kiedy tylko otrzymałam potwierdzenie własnych przypuszczeń, zabrałam się za krojenie.

Mając już kilka sztuk żakietów o w miarę klasycznych krojach i stonowanych kolorach, chciałam sobie trochę zaszaleć. No bo kto szyjącej zabroni? To też chyba jeszcze pokłosie tych czasów, kiedy w szafie miałam jeden czarny i jeden szary tylko na wyjątkowe okazje, czyli rozmowę o pracę albo inne dość formalne wydarzenie. Czyli nuda. A teraz to ja sobie mogę pozwolić. Wyjście do sklepu – żakiet w kratkę, przejażdżka na rowerze – granatowy bez podszewki, wieczorny letni spacer – moja lniana zeszłoroczna duma. No ale wciąż mi mało, stąd pomysł na kolejny model.

Tym razem chciałam sprawdzić, jak będzie mi się szyło żakiet z dość cienkiej lnianej tkaniny i jak mi się będzie go później nosić. Chciałam też wykorzystać jakąś nieszablonową (ha ha, ależ dobry krawiecki żart) formę, żeby trochę sobie to szycie urozmaicić. Wybrałam więc model, którego pierwowzór ma już ze sto lat, żeby sprawdzić, jak będzie wyglądać w bardziej współczesnym wydaniu.

IMG_4571IMG_4538IMG_4564IMG_4583

Muszę przyznać, że w miarę szycia moje zadowolenie rosło coraz bardziej, a ja gratulowałam sobie wyboru tej właśnie formy. Szyłam i przymierzałam żakiet co chwilę, a gdy byłam już bliska końca, pobiegłam do męża, żeby się pochwalić i podzielić z nim trochę swoim zadowoleniem. I kiedy w podskokach wykonywałam piruet radości, chcąc zaprezentować żakiet w całej okazałości, moja jedna noga zrobiła coś dziwnego, druga się chyba o nią potknęła, a ja runęłam na podłogę, nie mając pojęcia, co się właśnie wydarzyło. Temu wszystkiemu przyglądał się mój niewzruszony mąż. Na moje pełne oburzenia stwierdzenie, że gdybym wpadała w tej chwili do stawu z krokodylami, mogłabym się właściwie żegnać z życiem, bo nawet by nie drgnął, żeby mnie ratować, odparł, że tak. Nie mógłby mnie ratować, bo właśnie intensywnie myślał. Mój żakiet zrobił na nim takie wrażenie, że aż musiał znaleźć dla niego odpowiednie określenie. No i wymyślił. Kurtkiet tak konkretnie.

IMG_4574IMG_4588IMG_4520IMG_4576IMG_4573

Metryczka:

  • Wykrój: Papavero 0488
  • Rozmiar: 38/174
  • Materiały i dodatki: lniana tkanina o grubości ok. 200 g/m2, batyst zamiast podszewki części głównej i podszewka wiskozowa na rękawy; cztery guziki wygrzebane z mojego guzikowego skarbca
error

5 thoughts on “Nowe słówko, czyli skutek uboczny szycia pewnego żakietu

  1. „Kurtkiet” brzmi całkiem nieźle, a wygląda jeszcze lepiej. Z „nieszablonowego” wykroju powstał całkiem wymiarowy kurtkiet, ślicznie uszyty, dobrze wytaliowany i do tego taki lekki, wiosenno-letni ciuszek. Ale mam pytanie: co z „potkniętą” nogą i jej właścicielką?
    Pozdrawiam
    Jola

    1. Przekażę mężowi, że jego wysiłek umysłowy nie poszedł na próżno 😂. Bardzo się cieszę, że moje wdzianko tak właśnie widzisz, bo to iznacza, że jest dokladnie takie, jak sobie zaplanowałam. A nogi na szczęście pozbierałam, obie w całości, co biorąc pod uwagę, w jakich warunkach zaliczyłam lądowanie, można uznać za cud 😅.
      Buziaki, Jolu 😘.

  2. Bardzo elegancki ten stulatek 🙂 Skoro przetrwał tyle czasu i ciągle ten fason zdobi kobiecą figurę, to z pewnością wart jest uszycia i noszenia. No ale też i super figura podbija walory kroju. Fajnie mieć taki wybór żakietów na każdą okazję. Miło popatrzeć na piękne przeszycia, naprawdę widać klasę szycia 🙂
    Pozdrawiam!

    1. Jest mi bardzo miło 🥰. Pieknie dziękuję 😘.
      Moja sylwetka sporo ułatwia, ale ostatnio coraz bardziej tu i ówdzie wymyka mi się spod kontroli 🤭. A co do wybory żakietów to rzeczywiście bardzo go sobie chwalę. Mając tak wielw różnych wierzchnich okryć, nie mam poczucia, że wciąż chodzę w tym samym, choć bazą są ostatnio najczesciej dżinsy i jakiś top.
      Pozdrawiam serdecznie!

  3. Kasiu, żakiet pierwsza kasa. Nie wiem dlaczego miałaś obiekcje co do koloru, uważam taki pastel za nader bezpieczny w przeciwieństwie to intensywnej żółci.
    Dobrze, ze wszystko skończyło się pozytywnie, bo skręcona noga albo jeszcze gorzej mogłaby się źle kojarzyć z uszytym żakietem a tak wszystko potoczyło się dobrze.
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *