Prawie jak Lois Lane – sukienka w stylu lat 60.

Ja się nie skarżę. Ja tylko piszę, jak było. Ja nawet muszę powiedzieć, że gdyby nie ta nienajlepsza pogoda na wakacjach, to nie przyszłoby mi pewnie do głowy, żeby zawracać sobie ją myślą o materiałowych zakupach. I to nie, że tak na miejscu, bo o! wpadł mi w oko sklep z tkaninami przy okazji spaceru nadmorską promenadą, bo czego jak czego, ale sklepów z materiałami to na nadbałtyckich straganach akurat się nie znajdzie. Ja sobie pomyślałam, że skoro już tak sobie podczas tego deszczowego dnia jeździmy po tym Pomorzu, to może w drodze powrotnej do naszego wakacyjnego domku zatoczylibyśmy sobie jakieś takie kółeczko większe bądź mniejsze, żebym tej wakacyjnej radości z przywleczenia ze sobą suwenirów do domu zaznała, skoro nie dane mi było zaznać wakacyjnej opalenizny. I nawet kół zataczać nie musieliśmy, bo sklep z tkaninami to mi się trafił w Wejherowie właściwie przy drodze wiodącej do domku. W ostatniej chwili udało mi się złapać panią, która właśnie swój przybytek zamykała, ale jak jej opowiedziałam, że szukam pocieszenia w materiałowych zakupach, to mi sklep otworzyła i ucięłyśmy sobie miłą pogawędkę. Pocieszona bowiem znalezieniem się otoczeniu ze wszech miar przyjaznym, głaskając tkaniny i rozważając, która spełniłaby moje oczekiwania, rozluźniłam się i opowiedziałam pani o moich upodobaniach zakupowych. Od słowa do słowa doszłyśmy do sklepu Textilmar, ale też do wyboru pięknej tkaniny, którą pokażę dopiero, jak z niej uszyję sukienkę. Od pani dowiedziałam się, że ten sklep w Gdyni, niemalże obok którego będziemy przejeżdżać w drodze powrotnej z wakacji, to jest nie tylko internetowy, a w dodatku jest otwarty w sobotę. Kolejne więc wakacyjne zakupy zaplanowałam z premedytacją. Rodzina postawiona w stan gotowości stawiła się w sobotni poranek w miejscu zbiórki i po krótkim pożegnalnym apelu ruszyliśmy w drogę. Sklep został odwiedzony, zakupy zrobione, a tkaniny wygłaskane, by na przyszłość wiedzieć, co czym jest. DSC09299DSC09303

Na sukienkę z dzisiejszego wpisu wybrałam żorżetę marchiano prawdopodobnie w kolorze latte, ale nie jestem pewna na sto procent. Jest zdecydowanie grubsza niż być powinna dla tego rodzaju sukienki, ale nic cieńszego, lejącego, nietransparentnego nie znalazłam. Postanowiłam więc zaryzykować. Sukienka zaś to model 115 z Burdy 8/2017. Od razu wiedziałam, że będę chciała ją uszyć. Kiedy więc wróciłam do domu, zabrałam się za szycie. I teraz coś Wam powiem. Myślałam sobie, że skoro przez najbliższy tydzień wyzwolona będę z obowiązków względem dziecka, bo dziecko bawiło u dziadków na wsi, to ja szyciowe góry normalnie przeniosę z tego nadmiaru czasu wolnego. Znaczy górę tkanin, które mi zalegają, zamienię na górę nowych ubrań. I wiecie co? Pomyliłam się tak, że aż szkoda gadać! Człowiek to jednak sam siebie potrafi zaskoczyć. Może to upał, a może jednak coś innego, ale dłubałam sobie tę sukieneczkę przez kilka dni nieśpiesznie, po kawalątku i w efekcie tego podczas nieobecności dziecka uszyłam tylko ją. Czyli jednak chyba wolę powoli, bez presji i ścigania się sama ze sobą. DSC09305DSC09314DSC09327DSC09318

W każdym razie sukienka jest. W pierwotnej wersji uszyłam ją z tymi marszczonymi główkami rękawów, ale przy tkaninie tej grubości wyglądało to koszmarnie. Przezwyciężyłam więc swoją niechęć do prucia i postanowiłam poprawić te rękawy. Najpierw poczyniłam tak jak Anetta ze swoją sukienką, ale nadal było licho, więc poszłam na całość i zlikwidowałam całe marszczenie. Odrysowałam sobie główkę od tego wykroju, wdałam i wszyłam rękawy. I teraz to ja już nie mam uwag. DSC09332DSC09338DSC09429DSC09430

Podczas szycia sukienki gdzieś w TV mignął mi „Superman” z 1978 roku. Popatrzyłam, łezka w oku się zakręciła, wszak dziecięciem będąc, oglądałam. Kiedy zaś zobaczyłam Lois Lane w jednej ze swoich kreacji, od razu skojarzyła mi się z tą sukienką. I choć Burda umieszcza ten fason gdzieś w latach 60., to i pod koniec lat 70. nadal nie byłby passe. Pierwsze co rzuca się w oczy, to właśnie te szerokie marszczone rękawy. Ale i to wiązanie jest bardzo częstym elementem strojów z tamtych lat. Od początku szyłam je z założeniem, że nie będę go wiązać ciasno wokół szyi, bo nie lubię nosić niczego tak blisko niej, a poza tym nie robi to dobrze mojej sylwetce, ale do zdjęć na chwilkę się oplątałam. No i teraz mam grzeczną sukienkę do biura ;).DSC09431DSC09432

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

error

0 thoughts on “Prawie jak Lois Lane – sukienka w stylu lat 60.

  1. Kasiu, sukienka jest …. szałowa, strasznie mi się podoba i mam ją w planie w najbliższych tygodniach…może dniach ? W fasonie prezentujesz się świetnie, i w grzecznym i niegrzecznym jest supet !!! Nie wiem tylko i nie mam pewności co do jednej kwestii, jak zaczęłam przewijać zdjęcia, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kolor, sukienka jest piekna ale kolor sprawia, przynajmniej dla mnie, że znikasz, Kolor może jest z Twojej palety, ale nie zawsze jet dobre dla buzi jak istnieje samoistnie, jak tez tak mam, podobno pasuje mi żółty ale nie sam musi mieć towarzystwo i tak mi się wydaje w tym przypadku. Ale ogólnie tak jak napisałam sukienka bomba, zazdroszczę Ci jej …. i tej wizyty w Textilmarze 😀
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

    1. A mama doradzała, żebym kupiła czerwony… Wybrałam ten kolor, bo byłam przekonana, że będzie super i w ogóle i tak jak piszesz, skoro z palety, to mi będzie pasował. Teraz to już za wiele nie mogę zrobić, trzeba chodzić w takiej sukience 😉. A jak się okaże, że jednak mi coś w niej nie gra, to ją komuś dam.
      A tak poza tym to cieszę się, że sukienka Ci się podoba i czekam w takim razie na Twoją wersję. Na pewno będzie ekstra 🤗.
      Pozdrawiam!

      1. Ogólnie jest świetnie, ale tak sobie myślę, jakby np. wymienić w niej samo wiazanie i np, mankiety w innym kolorze, sukienka zyskałaby na wyrazistości, no nie wiem tak tylko myślę 🙂 mi się tu widzi jakiś czarny, zawsze można poprzykładac i zobaczyc 😀

        1. A czarnego to u mnie ani ciut ciut. Ale zgadzam się, że z tym kolorem czarny będzie się świetnie komponował. No nic, będę przykładać ☺. Dzięki za podpowiedzi!

  2. Sukienka wyszła rewelacyjnie. Wyglądasz super. co do planów szyciowych to też tak mam ,że wydaje mi się, że zrobię nie wiadomo ile a potem się okazuje iż praktycznie nic nie zrobiłam. Lubię szyć szybko , tak żeby mieć daną rzecz skończoną od razu chociaż czasami nie da się tego zrobić . Ostatnio szyje spódnicę już czwarty dzień i mam nadzieję,że w końcu uda mi się ja skończyć.
    Pozdrawiam Ania:)

    1. Aniu, dziękuję! Cieszę się, że sukienka Ci się podoba 🙂. Ja chyba dopiero pod presją czasu jestem w stanie szyć jakoś szybciej, ale mam wrażenie, że wtedy nie sprawia mi już to takiej przyjemności. Też bym chciała mieć wszystko szybko, ale jak już zabieram się do pracy, to jakoś tak zwalniam. Widocznie taki mój urok 🙂. Mam nadzieję, że jak skończysz tę spódnicę, to niebawem nam ją pokażesz.
      Pozdrawiam!

  3. Twoja wersja Kasiu, bardzo mi się podoba, te rękawy jednak lepiej wyglądają tylko wdane, ja dodałam na stanie 1,5 cm i teraz po obejrzeniu Twojej, wydaje mi się, ze mam zbyt długi, muszę się zastanowić czy go nie skrócić i nie poprawić rękawów ale lubię prucie tak jak Ty. Sukienka jest śliczna i podoba mi się od pierwszej chwili. uszyta perfekcyjnie i dopracowana. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie:)

    1. Przy tej grubości tkaniny (podejrzewam z Twojego opisu, że i Twoja żorżeta ma podobną gramaturę) to te główki bez marszczeń jakoś tak mi lepiej wyglądają i ładniej się układają. Ja do tego mam dosyć szerokie ramiona, więc to marszczenie jeszcze je uwypuklało. Jestem zadowolona, że się zmobilizowałam i to poprawiłam. A co do tego stanu, to ja z kolei zastanawiam się, czy nie lepiej go było zrobić dłuższym po porównaniu mojej sukienki z Twoją 🙂. Ale teraz to i tak musztarda po obiedzie. Jak to jednak każdy ma inne upodobania.
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam serdecznie 🙂.

  4. Sukienka jest świetna i rewelacyjnie w niej wyglądasz. Też mam ją w najbliższych planach szyciowych i właśnie z marchiano, więc bardzo dziękuję za informację dotyczącą tkaniny 🙂
    Pozdrawiam Ola

    1. Olu, cieszę się, że sukienka Ci się podoba i że moje informacje okazały się przydatne. Jeśli zamierzasz szyć z tego samego materiału, to pomyśl jeszcze (ja wpadłam na ten pomysł już za późno i nie chciało mi się tego zmieniać), czy wewnętrznej części paska nie uszyć np. z podszewki albo w ogóle czegoś cieńszego, bo tych warstw w pasku robi się później sporo. Poza tym ja te wszystkie marszczenia w mankietach i pasku obrzucałam razem z zapasami owerlokiem, żeby mi się to płasko układało i nie odznaczało na prawej stronie. Można też obrzucić te zapasy zygzakiem na zwykłej maszynie.
      Dziękuję bardzo za odwiedziny i komentarz 🙂.

    1. No i teraz zazdrosne westchnienie wyrwało się z niejednych ust 😀. Tobie to dobrze! Cieszę się, że sukienka Ci się podoba. Dzięki za odwiedziny!
      Pozdrawiam serdecznie 🙂.

    1. Dziękuję! Też właśnie byłam zdania, że taki kolor będzie odpowiedni dla tego rodzaju sukienki. Cieszę się bardzo, że Ci się podoba ☺.
      Pozdrawiam serdecznie!

  5. Mobilizujesz do szycia po pokazaniu takich zdjęć 🙂 Piękna sukienka, podoba mi się z wiązaniem i tym luzackim, i tym grzecznym. Rękawy chyba też wolę bez marszczenia, zawsze mam wrażenie że to mnie poszerza i skraca, ale na szczupłych i wysokich osobach wygląda w porządku. Ciekawa jestem tej tkaniny, dzięki za opis i wskazówki w komentarzach wyżej, uwzględnię, jakby co 🙂 Czasem jak zajeżdżam do Wejherowa też robię zakupy w tym sklepiku, bardzo miłe miejsce. Pozdrawiam!

    1. Dziękuję! Tak mi miło, że moja praca może podziałać motywująco 🙂.
      Ja akurat wolę tę sukienkę z luźno zawiązaną szarfą, bo źle się czuję, kiedy coś zbyt mocno oplata mi szyję, ale też podoba mi się ono w tych dwóch odsłonach. No i przekonałam się, że właśnie muszę unikać marszczonych główek rękawów, bo mi one w ogóle nie służą. Jeśli zaś chodzi o tkaninę, to jest całkiem do rzeczy, choć niestety poliestrowa. Myślę, że może się niestety elektryzować w kontakcie z rajstopami. Ale pożyjemy, zobaczymy 🙂.

  6. Kasia, Sukienka rewelacyjna, pięknie ją odszyłaś 🙂 Co do koloru – pierwsze wrażenie miałam podobne jak Beata, natomiast kolor jest śliczny i myślę, że Twoja uroda komponuje się z nim – efekt czerwieni to nie jest, ale chyba nie zawsze musi być 🙂 W każdym razie ślicznie się prezentujesz w tej urokliwej sukience z tymi małymi guziczkami na mankietach 🙂

    Mam podobną sukienkę, w pierwszej chwili myślałam, że jest to właśnie ten wykrój z niewielkimi zmianami. Tamta sukienka była uszyta w oryginale z dosyć cienkiej krepy wiskozowej, a ja zaopatrzyłam się w dość grubą żorżetę i także miałam problem z jej grubością. W efekcie moja sukienka przypomina zdecydowanie styl empire a nie vintage 🙂

    A wizyty w Textilmarze zazdroszczę, choć sama jestem sobie winna – w zeszłym roku mogłam tam być 🙁 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. Ada, bardzo Ci dziękuję! Ten kolor w sklepie od razu mnie urzekł. I ta sukienka w takim stonowanym wydaniu mi się bardzo podoba, ale może rzeczywiście jednak nie do końca dla mnie. Pochodzę, zobaczę, zastanowię się. Wszystko zależy od tego, jak się będę w niej czuć.
      Ciekawa jestem tej Twojej sukienki. Szyłaś ją z wykroju Burdy? Może chciałabyś pokazać?
      Pozdrawiam serdecznie 🙂.

  7. Sukienka przecudowna w stylu retro!! Bardzo ładna sesja. Ten wykrój jakoś mnie nie ciągnie poprzez tą szarfę przy szyi. Nie wiem może kiedyś zmieni mi się, moja opinia o tym wykroju. Kobieta zmienną jest:)

    1. Bez szarfy ta sukienka wygląda zupełnie inaczej, więc może jeszcze zmienisz zdanie 🙂. Ja wykorzystałam jeszcze tę górę (bez szarfy i rękawów) do uszycia kombinezonu. Lada moment pokażę.
      Dziękuję za odwiedziny i komentarz!

  8. Co za detale! Te mankiety i równiutkie marszczenia – szacuneczek! 🙂 Sukienka przepiękna. Dzięki Bogu zrezygnowałaś z marszczenia główki rękawa, bo jak bym sobie tego nie wyobrażała, nie mogło to być sukcesem 😉 Te wiązania pod szyją uwielbiam, zwłąszcza, że można sobie z nimi pokombinować. Jednym słowem, fantastyczna, retro sukienka, w której wyglądasz przepięknie.
    A Textilmar w Gdyni to cudo nad cudami. Bo na ich stronie to ja się zawsze gubię, a co się obmaca, to nasze 😉

  9. No naprawdę te rękawy nie wyglądały dobrze. Ani na mnie, ani na manekinie. Zbyt mięsisty materiał z tej żorżety. Nie było innego wyjścia i musiałam z nich zrezygnować.
    Bardzo dziękuję za komplementy i cieszę się, że sukienka Ci się podoba 🙂. To jest w ogóle całkiem fajny model, bo daje sporo możliwości przy niewielkich zmianach. A macanie tkanin – dobra rzecz 😉. Żadne internetowe zakupy tego nie zastąpią.

  10. Przekopywałam się przez stronę Textilmara w poszukiwaniu tkaniny na sukienkę weselną i w międzyczasie wpadłam do Ciebie – a tu niespodzianka! Marchiano, nad którym dumałam intensywnie, bo spodobało mi się akurat to w kolorze burgundowym, wygląda jako sukienka dużo lepiej niż się spodziewałam. Dzięki Bogu mamy blogi! Burgund jest u mnie od wczoraj i nawet już zdekatyzowany:)
    A Twoja realizacja świetna, chociaż chyba dobrze, że zrezygnowałaś z marszczeń na główce rękawa. A nawet zdecydowanie dobrze.

    1. Jakie to szczęście, że mamy te blogi. Toż to kopalnia informacji i źródło estetycznych doznań 😉. Jako tkanina na sukienkę ta żorżeta sprawdza się świetnie. Burgundowa sukienka to będzie coś pięknego 😊.
      Dziękuję bardzo za odwiedziny i komentarz i cieszę się, że mogłam się na coś przydać.

  11. Będę znów monotematyczna ale cóż zrobić gdy trafia się na kogoś kto za nic w świecie nie jest w stanie stworzyć czegoś brzydkiego ? Olśniewająca sukienka : ))) Co do zakupów tkaninowych to ja tez jak zwykle wróciłam znad morza z nadbagażem i nie były to bynajmniej muszelki zbierane na plaży ; ). W Textilmarze kupuję już od kilku lat,co prawda u mnie to głównie płótna bawełniane ale póki co jestem zawsze zadowolona : ). Pozdrawiam Cię zdolna bestio : )

    1. No to teraz pływam w morzu miodu i lukru, unosząc się na materacu z waty cukrowej 😀. Jest mi tak miło, że nie mam pojęcia, co mogłabym więcej napisać. Dziękuję!
      Ściskam mocno 🙂

  12. Zanim zajrzałam na bloga, zobaczyłam Twoje zdjęcie na funpage’u Burdy i pierwsze, co sobie pomyślałam, to ja pier… ta Kasia to wymiata!!! Byłam na urlopie i nie miałam czasu napisać komentarza, ale wciąż gdzieś tam w myślach miałam Ciebie w tej sukience. Wobec tego już jestem z powrotem i piszę… Uważam, że w tym kolorze jest Ci bardzo ładnie, a zastąpienie go innym na mankietach, czy wiązaniu byłoby błędnym posunięciem. Sukienka jest cudowna, a ten fason idealnie do Ciebie pasuje! Bardzo, ale to bardzo mi się podoba!!!

    1. Sylwia, w głos się roześmiałam po przeczytaniu Twojego komentarza 😀. Dziękuję Ci bardzo. Z kolorem na razie nie zamierzam nic robić. Zobaczę, jak mi się będzie nosić.

  13. Ale fajna historia z tymi zakupami tkaninowymi, jak miło, że Pani jednak postanowiła zaprosić Cię do swojego sklepiku i mogłaś pogłaskać tkaniny 🙂 A co do planów wielkich odnośnie szycia, to u mnie często się tak kończy 😉 Zazwyczaj w weekend planów wielkich narobię, a potem ledwo z jednym uszytkiem zdążę 😉 Ale widać w Twojej sukience to, iż poświęciłaś jej odpowiednio dużo czasu, jest dopieszczona w każdym szczególe. Opłacało się, bo efekt końcowy jest niesamowity! 🙂 Piękną sukienkę uszyłaś, i bardzo ładnie w niej wyglądasz 🙂 I ta wersja do biura z zawiązaną kokardą też jest genialna 😀
    Pozdrawiam! 🙂

    1. Te zakupy znacząco osłodziły mi fakt, że z pogodą to mi się nie udało trafić. Dzięki nim nie uważam urlopu za zmarnowany 😉. Bardzo się cieszę, że sukienka Ci się podoba. Dziękuję bardzo za odwiedziny i komentarz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *