Rytuały

Będąc znacznie młodszą sobą, zupełnie jeszcze nieopierzoną i nieokrzepłą w dorosłym życiu, wydawało mi się, że dobre życie to takie, na które składają się fajerwerki, przygoda i ciągle nowe. Nowe doświadczenia, miejsca, generalnie życie jako ciągła zmiana. No bo wiecie – sięgnę kiedyś pamięcią wstecz, a wszystko, co minione, zleje mi mi się w jakieś jedno bezkształtne wspomnienie pod tytułem „monotonia”. Zgroza, co? Kiedy teraz o tym myślę, to śmieję się do siebie z tamtych lat. Jakby nie patrzeć, trochę mi się to i owo pozmieniało.

Dziś, choć przygody bardzo lubię i wciąż drzemie we mnie chęć poznawania tego, co dla mnie nieznane, a w każdej zmianie upatruję czegoś pozytywnego i dobrego, radość, ale i poczucie bezpieczeństwa, odnajduję gdzie indziej. To ciepła herbata z cytryną w okresie jesienno-zimowym codziennie rano robiona przez męża, żebym zdążyła się rozgrzać nim wyjdę na ziąb (a latem szklanka soku). To wieczorne leżenie na kanapie z głową albo stopami na jego kolanach, niezależnie od tego, czy oglądamy coś razem, czy każde pochłonięte jest swoimi sprawami. (Jako dziecko kładłam się z głową na kolanach mamy, kiedy oglądała telewizję, i domagałam się smyrania, a teraz tak mości się nasz syn, życząc sobie dokładnie tego samego). To także nasz rodzinny kod językowy. Kiteczko, ważna sprawa jest… I już wiem, że chodzi o ważny mecz, a za tą zagajką czai się cały zestaw próśb 😀

Kiedy piekę jakieś słodkości, to wiem, że mój mały pomocnik zaraz pojawi się w kuchni, żeby przesiać mąkę i obsługiwać robota, a ten duży, by wyskrobać wszystkie słodkie resztki z misek, i będzie zły, jeśli z pośpiechu zaleję je wodą. Kiedy ten mniejszy domaga się, żeby ugotować leczo, to wiadomo, że będzie koniecznie chciał kroić warzywa. A gdy raz przygotowaliśmy wspólnie kanapki na weekendowe śniadanie, przygotowuje je teraz z tatą, układając różne obrazki z warzyw na naszych talerzach. I powiem Wam, że żadne śniadanie tak dobrze nie smakuje, jak zrobione przez nich.

Wielką frajdę sprawiają mi też nasze wspólne wypady w różne miejsca z najprzeróżniejszych okazji. Entuzjazm mojego dziecka, jego niecierpliwe odliczanie dni (mamusiu/tatusiu, a kiedy…, mamusiu/tatusiu, a ile jeszcze dni zostało…, mamusiu/tatusiu, a przyjdziemy tu jeszcze?) i radość udzielają się także nam. Mamy więc w kalendarzu takie nasze dodatkowe małe święta. Piknik naukowy, dni transportu miejskiego, wieczorny spacer po udekorowanej świąteczną iluminacją starówce z przystankiem na gofry czy wizyta na farmie dyń to tylko część z nich. Niby nic wielkiego, a tak bardzo cieszy i daje poczucie spełnienia. No i nadzieję, że nam młode zbyt szybko z tego gniazda nie czmychnie, a jak już smyrnie, to i tak będzie wracać 😉

***

W tym roku wizytę na farmie dyń połączyliśmy ze zdjęciami moich nowych spodni. Zachciało mi się ich już, kiedy zobaczyłam je u Beaty (to te, a potem te i te), a gdy wreszcie na nowo usiadłam do maszyny, uszyłam je zaraz po dzianinowej sukience. To model 119 B z Burdy 3/2018. Poza tym, że trzeba je co nieco zwęzić od bioder do kolan, bo jak na moje potrzeby są wręcz olbrzymie, nie wprowadzałam w nich żadnych zmian. Są doskonałe. DSC01718DSC01696DSC01684DSC01698DSC01722DSC01810DSC01826DSC01822DSC01773DSC01780

Ps. A czy Wasze podejście do codzienności też tak bardzo się zmieniło? Jest tak, jak planowaliście, czy to jednak zupełnie inna bajka? Dajcie znać w komentarzach 🙂

Pozdrawiam serdecznie, Kasia!

17 thoughts on “Rytuały

  1. Ależ pięknie wyglądasz! Super te spodnie,buty z efektem wow i cała stylizacja genialna! Też doceniam rutynowe zajęcia i przyjemności,które w dawnych latach wiały nudą 😀 herbata i kapcie pfff,a teraz to rozkosz z każdym łykiem 🙂

    1. Dziękuję 😊. Okazuje się, że trochę czerni mi nie szkodzi. A błyszczące buty łażą za mną już od jakiegoś czasu. Za długo chodziłam w takich zwykłych, nierzucających się w oczy. Teraz zamierzam nosić nieco bardziej wołające o uwagę 😉.
      Kapci nie noszę, ale herbata i kocyk to jest to! 😄

  2. Wiesz, każde życiowe tąpnięcie przypomina mi dlaczego tak bezgranicznie kocham nudę, spokój i powtarzalność codzienności z tymi wszystkimi drobiazgami typu gorąca herbata 🙂 Spodniami mnie powaliłaś na kolana. Twoje teraz razem z trzema wcześniejszymi wersjami u Beaty są mocnym bodźcem żeby spróbować tego wykroju. Wyszły doskonale, kieszonki z tyłu są godne pozazdroszczenia 🙂 Z czego szyłaś? cienka wełenka?
    Pozdrawiam 🙂

    1. Czyli to chyba jednak suma życiowych doświadczeń zmienia podejście do codzienności 🙂.
      Spróbuj rzeczywiście tego modelu, bo spodnie noszą się kapitalnie. Moje są z jakiegoś poliestru, aczkolwiek w chwycie przypominają właśnie jakąś wełnę kostiumową. Tkaninę kupowałam raczej na próbę, żeby sprawdzić model, a tu się okazało, że spodnie wyszły tak dobrze, że teraz trzeba w nich chodzić 😁.
      Bardzo dziękuję za odwiedziny i dobre słówko. Pozdrawiam serdecznie!

  3. Kurczę, no i zachciało mi się takich spodni, może powinnam bezczelnie zgapić i takie sobie uszyć?
    A co do rytuałów i codzienności, to od czasu ślubu i przeprowadzki próbuję je sobie na nowo utworzyć, ogarnąć sobie zwyczajną codzienność, bez fajerwerków, wielkich imprez, a tu akurat taki czas u mnie w rodzinie, że ciągle człowieka wybijają imieninami, urodzinami, odwiedzinami… Byle do stycznia!

    1. Oj tak zaraz zgapić. Zainspirować się! 😄 Cieszę się, że aż tak Ci się spodobały. Szyj i ciesz się nimi, tak jak ja się cieszę.
      Ta codzienność to chyba musi się sama poukładać, a Ty się powinnaś w niej tylko umościć 😉. Nic na siłę i bez pośpiechu, wtedy wszystko znajdzie się na swoim miejscu. Życzę Ci wszystkiego dobrego 😘

  4. Nie wyrabiam się ostatnio na zakretach 🙂
    Kasiu jest superancko. Tak świetnie wyszły Ci te spodnie, ze znowu zapragnęłam mieć kolejną wersję 🙂 Wyglądasz świetnie, na luzie, bardzo podoba mi się ta wersja, ale podejrzewam, że jak dodasz elegancką bluzkę, do tego jakiś wyższy bucik, też będzie super 🙂
    Pozdrawiam cieplutko 🙂 Buziaczki :*

    1. A bo jak Ty teraz jesteś pochłonięta całkiem nowymi projektami, to ja się wcale nie dziwię 😄. Pisząc o tym wyższym buciku, to mi przypomniałaś,ze ja mam takie jedne czarne na słupku buciki. Koniecznie je muszę przymierzyć 😁.
      Bardzo Ci dziękuję, ściskam mocno i trzymam kciuki, żebyś z tych zakrętów nie wypadła 💕

  5. A ja mam kilka pytań technicznych, bo nie jestem jeszcze szyciowym wymiataczem, a te spodnie bardzo mi się podobają. Zwęża się je od wewnątrz i od zewnątrz? Czy trzeba na coś uważać przy takim zwężaniu czy po prostu bardziej wąsko przeszywamy maszyną i już?

    1. Cześć Magda 😊
      Ja już przed kopiowaniem formy wiedziałam, że te spodnie będą za szerokie, więc narysowałam sobie węższą nogawkę. Ale trzeba też pamiętać o tym, że jeśli zwęża się od samej góry (od paska), to trzeba też powiększyć wlot kieszeni, bo kieszeń powinna ulec przesunięciu. Inaczej miałabyś problem z wsumięciem do niej ręki bądź kieszeń byłaby zbyt płytka.
      Mimo zmniejszenia wykrój po zażyciu spodni okazało się, że nogawki nadal są trochę za szerokie, więc przewróciłam spodnie na lewą stronę i jeszcze trochę (po ok 0,5 cm) z każdej strony po zewnętrznych stronach nogawek je zwęziłam, a poprzedni szew wyprułam.
      Gdybyś miała jeszcze jakieś pytania, postaram się pomóc 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *