Idąc za ciosem – sukienka świąteczna wg własnej konstrukcji

Święta, święta i karnawał. Grudniowe zamieszanie już dawno stało się mglistym wspomnieniem, bigos się skończył i nie pozostał nawet najmniejszy okruszek makowca. Człowiek mojego pokroju nie znosi jednak zadaniowej próżni, już teraz więc zaprzątam sobie głowę nadchodzącymi feriami zimowymi i czasem wolnym, który będzie mi dany do wykorzystania, kiedy już wyślę moje dziecko do dziadków. Nim jednak to nastanie, chciałabym domknąć sprawy świąteczne i pokazać Ci sukienkę, którą uszyłam sobie przy okazji świąt, choć moim zamiarem od początku było, by była do kreacja znacznie bardziej uniwersalna.

IMG_2083IMG_2039IMG_2230

I teraz dwa słowa o procesie decyzyjnym. Wybór koloru na tę sukienkę nie stanowił najmniejszego problemu. Wiadomo, święta, wszelkie odcienie czerwieni się sprawdzą. Za to nad fasonem trochę dumałam. Przygotowałam sobie stos Burd i zaczęłam je metodycznie przeglądać jedna za drugą. I choć pomysł na uszycie kilku konkretnych sukienek miałam, w tym przypadku żaden wykrój jakoś mnie nie porwał. Potem do tego doszła jeszcze myśl, że kopiowanie wykroju i jego wycinanie trochę czasu mi zajmie, tymczasem święta już za pasem. To może skorzystam już z jakiejś wcześniej wyciętej i przetestowanej formy. No ale to też nie to. W końcu sobie pomyślałam, co ja będę kombinować, przecież mam już najlepszą sukienkę świata, to znaczy uszytą wg swojej konstrukcji. Najlepszy to moment, żeby sprawdzić ją w nieco innym wydaniu. W końcu przecież taki był plan.

IMG_2042IMG_2038IMG_2043IMG_2340

W te pędy więc rzuciłam się w poszukiwaniu formy. No, musiałam jej szukać, bo mi się ostatnio bałagan wkradł do pracowni. To znaczy on tam jest zawsze, ale wówczas jego natężenie było jakby większe. Przerzucanie arkuszy na szczęście zakończyło się sukcesem, choć przez chwilę zwątpiłam, czy ja tę formę jeszcze znajdę. Szczęśliwie jednak ją odnalazłszy, zaczęłam kombinować, co by tu zmienić, żeby ta sukienka różniła się choć trochę od poprzedniej. Zmieniłam więc nieco kształt dekoltu i wydłużyłam rękawy. Zamiast wiązania tym razem mają wąskie mankieciki. I jeszcze pasek. Pasek jest, ale w tej wersji podtrzymuje go jedna szlufka w skali makro.

Wiesz co, napiszę to. Tę sukienkę naprawdę szyje się szybko. Nosi z przyjemnością. Niby to wiadomo, ale jak się człowiek przekona na własnym przykładzie, to taki wniosek zyskuje na autentyczności ;).  Chciałam przez to powiedzieć, że warto mieć na podorędziu taką sprawdzoną formę.

IMG_2156IMG_2081IMG_2312

Metryczka:

  • Wykrój: konstrukcja własna
  • Rozmiar: tak jak poprzednio coś pomiędzy 36 a 38
  • Materiał: mieszanka lnu z wiskozą (sklepfastrygi) 2,5 x 1,5 m
error

2 thoughts on “Idąc za ciosem – sukienka świąteczna wg własnej konstrukcji

  1. Kasiu to jak teraz znasz konstrukcję, nie straszne będzie szyć to co sobie wymyślisz. Sukienka cudna i ten piękny świateczny klimat. Wszystko pięknie się zgrało. Podejrzewam, ze taki tez miałaś zmysł, aby sesja odbyła się w takim świątecznym klimacie. W zasadzie ten kolor aż prosił się o taką oprawę. Piękne miejsce w sam raz pasujące do tej ślicznej sukienki.
    Sprawdzone formy też mam, ale przeważnie szukam czegoś nowego i w sumie nie wiem po co? Wystarczą niewielkie zmiany aby uzyskać zupełnie inny efekt, ale co poradzić, kiedy dookoła nowe wykroje kuszące człowieka nieustannie 😁
    Gratuluję pięknej sukienki i tego, ze stworzyłaś ją od podstaw to już jest coś!
    Pozdrawiam 😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *