Sukienka z półrocznym poślizgiem

Wiele o sobie mogę powiedzieć, wieloma mniej lub bardziej barwnymi porównaniami się określić. Tym razem jednak nie będę uprawiać ekwilibrystyki językowej, tylko napiszę po prostu, że jestem uparta, bo i tak całe to wyliczanie sprowadziłoby się właśnie do takiego wniosku. Cecha to równie wkurzająca, co zacna – wszystko zależy, z której strony się sprawie przyjrzeć. Tym razem upartość należy odziać w szlachetne „wytrwałe dążenie do celu”, jeśli bowiem przyjrzeć się temu, ile czasu minęło od kupienia tkaniny (pomijam już czas kiełkowania pomysłu na sukienkę i wybierania odpowiedniego wykroju – żonglerka między trzema fasonami może trwać naprawdę długo) do zaprezentowania gotowej sukienki, jak nic zostaje bić brawo i kiwać głową z podziwem, wszak sukienka przez te miesiące nie wisiała w końcu w szafie, a była eksploatowana wyjątkowo często, przydarzyć jej się mogły więc wszelkie możliwe nieszczęścia. Na szczęście przytrafiały się tylko te, które uniemożliwiały zrobienie zdjęć.

IMG_1826IMG_1831IMG_1829IMG_1853

Skoro sukienka tyle czekała na swą premierę, to chociaż Wam o kulisach jej szycia coś napiszę, choć nie kryją one żadnych mrożących krew w żyłach zwrotów akcji. Tkaninę z myślą o tego rodzaju sukience (a nawet chyba już z myślą o tym konkretnym modelu) kupiłam podczas zakupowego szaleństwa BLACK FRIDAY. Listopad to był. Uszyłam ją dość szybko, bo (próżność to też cecha, która od czasu do czasu daje o sobie znać) chciałam dobrze wypaść w przedszkolu podczas świątecznego spotkania, a miałam tam pewne zadanie do wykonania. To było takie zadanie, które sprawiało, że w centrum uwagi byłam, więc byle jakim centrum nie chciałam być. Nie wprowadzałam żadnych korekt w wykroju, nie wymieniałam żadnych elementów tej sukienkowej układanki, co jest rzeczą niemalże do mnie niepodobną. Ale za to dodałam chociaż rygielki w rękawach do mocowania ich, kiedy zachce mi się je wywinąć ;). Z gotowej już sukienki korzystałam wielokrotnie, bodajże w międzyczasie dwa razy szykując się z nią do zdjęć,  za każdym jednak napotykając na trudności. W końcu jednak się udało, a przy okazji przekonałam się, że choć sukienka szyta z myślą o miesiącach zimowych, w wiosennej scenerii i temperaturze sprawdza się równie dobrze.

IMG_1933IMG_2007IMG_1981IMG_2014

Metryczka:

  • Wykrój: Burda 9/2018 model 118
  • Rozmiar: 38
  • Materiał: żorżeta wiskozowa, ilość wg przepisu
  • Dodatki: zamiast guziczków i dziurek złote zatrzaski
  • Uwaga: gdybym uszyła rozmiar 36, sukienka nadal byłaby dobra na mnie, a być może nawet lepiej dopasowana (ma dość spore luzy), z tym że jej dopasowanie ograniczałoby prawdopodobnie swobodę w przyjmowaniu nieograniczonej ilości pokarmów 😉

IMG_2083IMG_2042IMG_2160IMG_2116

12 thoughts on “Sukienka z półrocznym poślizgiem

    1. Dziękuję! Choć szyję już długo i mam za sobą sporo uszytych modeli, to zdarzają mi się zarówno wpadki, jak i takie projekty jak ta sukienka, z których jestem bardzo zadowolona. Cieszę się, że Ci się podoba 🙂

  1. Śliczna sukienka wyszła spod Twojej igły! 🙂 Takie wielosezonowe ubrania są najfajniejsze, bo można się nimi cieszyć praktycznie bez cały rok 😀 A jak są takie piękne, jak Twoja sukienka, to radocha jest jeszcze większa 🙂 :*

    1. Kinga, dziękuję Ci bardzo :). Masz rację co do tych ubrań wielosezonowych. Ale powiem Ci, że ja to mam nawet czasem tak, że szkoda mi się rozstawać z jakimiś ulubionymi ciuchami, kiedy zmieniają się już warunki pogodowe, a z drugiej strony mam wielką radochę, kiedy (zwłaszcza po zimie) wyciągam z pudeł moje ulubione ubrania. To trochę tak, jakbym sprawiała sobie coś nowego :D.
      Pozdrawiam ciepło!

  2. Kasiu, obsuwy w publikowaniu to ostatnio moja specjalność 😀 Sama jestem w niedoczasie i sporym opóźnieniu, ale co się odwlecze to nie uciecze 🙂 Dogadałam się z synem, że pomoże mi w robieniu fotek, zobaczymy… raz już współpracowaliśmy razem i wyszło całkiem fajnie. Córki nie chcę już obarczać tym bardziej, ze przyjeżdża rzadko, a fotografowanie całej sterty na raz jakoś mnie nie przekonuje. Ostatnio tak było wyszły 4 zdjęcia sukienki w paski, płaszcza… żadnego… zrobiło się za ciemno, można by wymieniać. zaczynam śledzić konto Dzikowskiej może czegoś się nauczę, bo nie zmierza to w dobrym kierunku, zamiast pójść do przodu, mam wrażenie, że się cofnęłam i jak tak dalej pójdzie to raczej nie wyjdzie mi to na dobre 🙁
    Sukienka jest przecudowna i powiem Ci, ze po ostatnich Waszych publikacjach zachciało mi się właśnie takich sukienek bo w szafie nic takiego nie mam. Pięknie Ci w tym fasonie i tkanina też się pięknie prezentuje 🙂
    Pozdrawiam cieplutko 🙂

    1. Beatko, pomysł z synem to jest bardzo dobry pomysł :). Mój trochę jeszcze za mały, żeby mu dać do rąk ciężki aparat, ale liczę na to, że za jakiś czas też będę mogła skorzystać z jego pomocy. Póki co daję mu małą cyfrówkę do zabawy, żeby się wprawiał w robieniu zdjęć. Nic się nie martw, w końcu Ty się ogarniesz, ja też nad wszystkim wreszcie zapanuję i jakoś to będzie hulać. Z zapisaniem się do KFS to bardzo dobry pomysł. Przynajmniej w moim przypadku, ale myślę, że każdy może z tej wiedzy skorzystać i coś wynieść. A Dominika tłumaczy wszystko w bardzo przystępny sposób, więc szczerze polecam.
      Bardzo się cieszę, że sukienka Ci się podoba. I bardzo Ci dziękuję 🙂 I jeszcze pozdrawiam serdecznie! 😀

  3. Cześć,
    Tyle razy widziałam ten materiał i w ogóle mi się nie podobał! A na tej sukience pasuje idealnie! Z jednej strony jest ona elegancka i można w niej iść do pracy, a z drugiej perfekcyjnie się sprawdzi na wyjścia ze znajomymi 😀 ślicznie Ci w niej, a jeśli piszesz, że jest mega wygodna, to już chyba nie można chcieć więcej 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

    1. Czasami tak jest, że to pierwsze czy drugie wrażenie nie jest najlepsze. Już zdarzyło mi się na przykład kupić trochę przypadkowo jakiś materiał, na który nie miałam pomysłu, a on sobie tak leżał i leżał, aż w końcu do głosu dochodziło natchnienie i powstawał z tego całkiem sensowny ciuch. Pięknie dziękuję za komplementy 🙂

  4. Idealna sukienka! Piękna, a jeśli jeszcze wygodna to tylko dodatkowy plus, zresztą ze zdjęć widać że Cię cieszy i pasuje 🙂 Mnie się ta ilość luzu w górnej części sukienki podoba (w dolnej zresztą też :-)), przy mocniejszym dopasowaniu pewnie straciłaby odrobinę… no… tego czegoś. Ale to zawsze kwestia osobistych preferencji. Rozpięte pod szyją guziki i podwinięte rękawy kradną mi serce. W ogóle moje uwielbienie dla koszul trochę przenosi się na koszulowe sukienki, szczególnie na innych osobach 😉 U siebie mam ciągle wrażenie, że koszulowa kiecka wygląda na mnie jak fartuch pracowniczy, co zresztą nie powstrzymuje mnie od nieustannych prób znalezienia właściwego fasonu – póki co jeden znalazłam, i źródłem nie była burda. O żesz, jak ja bym chciała żeby się te koszulowe sukienki choć w części tak na mnie prezentowały jak na Tobie 😀
    Pozdrawiam!

    1. Jeju, tyle miłych słów! Dziękuję :).
      Ja też wolę, jak jest odrobinę luźniej niż ciaśniej, bo bardzo cenię sobie swobodę. I też mi się wydaje, że ten luz w przypadku tej sukienki świetnie się sprawdza i dobrze wygląda. W ogóle to właśnie najbardziej podobają mi się takie rzeczy noszone na luzaka – rękaw podwinięty, kołnierzyk rozpięty, guziczek na dole (o ile to sukienka, a dół jest zapinany na guziki) też niby przypadkiem odpięty. Taka swobodna elegancja. Widzisz, umiłowanie koszul też u mnie też silne, może trochę bardziej niż wcześniej, w związku z czym sukienek o takim fasonie będzie u mnie więcej w tym sezonie, bo mi się zachciało jakiejś odmiany chyba.
      Jak już znalazłaś odpowiedni fason, to kombinuj teraz z tkaninami. Znajdziesz w końcu taką, która Cię zadowoli. To chyba taki rodzaj sukienki, w którym każda kobieta będzie wyglądać dobrze, więc podejrzewam, że właśnie kwestia tkaniny gra tu kluczową rolę.
      Pozdrawiam serdecznie!

  5. Sukienka świetna, piękny materiał. Ponadczasowy fason, klasyka szmizjerki. I te złote zatrzaski w miejsce guziczków – znakomity pomysł. Wyglądasz w niej fantastycznie, aż chce się zajrzeć do Burdy i znaleźć ten model. Bardzo inspirujące.
    Pozdrawiam.

    1. Bardzo dziękuję za ten przemiły komentarz :). Tak, ta sukienka mi się udała. Jestem w niej w 100% zadowolona, co nie tak często mi się zdarza. A te zatrzaski… Guziczków nie miałam odpowiednich. W takich sytuacjach ratują mnie właśnie zatrzaski. Bo ja trochę w gorącej wodzie kąpana jestem. Cieszę się, że dały taki dobry efekt.
      Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *