Szycie z przygodami – moja specjalność. Sukienka we flamingi

Lubisz szyciowe przygody? Spotykają Cię one w ogóle? Ja miewam je nieustannie. Właśnie doszłam do wniosku, że chyba ściągam je podświadomie, żebym miała później o czym pisać. A że przy okazji dokładam sobie roboty, nerwów i gwałtownych skoków ciśnienia, to już inna sprawa.

Zacznę jednak od początku, jak przystało na porządną opowieść. Na majowy numer Burdy czekałam z narastającą niecierpliwością. Zdaje się zresztą, że nie tylko ja, bo zapowiedzi były bardzo obiecujące. Kiedy więc wyjęłam numer ze skrzynki i zaczęłam go wertować, miałam nie lada problem, na co się zdecydować. Dla uściślenia – w tamtej chwili brałam pod uwagę tylko sukienki. W spodniach się już nachodziłam, pragnienie ciepła, a co za tym idzie zrzucenia z siebie tych wszystkich warstw ubrań, pali się we mnie natomiast żywym płomieniem, myślałam więc wyłącznie o sukienkach. Kusiły mnie dwie – modele 101 i 108 – i naprawdę nie wiedziałam, co wybrać. Wyciągnęłam więc z zapasów kupon tkaniny i zaczęłam się zastanawiać, który fason wydobędzie z niego cały urok. Postawiłam na model 101. Dla pewności, choć nie bez wątpliwości, przygotowałam model próbny góry z surówki. Wiadomo, o co chodzi. I to była dobra decyzja. Bo mimo modyfikacji góra i tak nie byłaby w stanie dźwignąć walorów mojej sylwetki. Albo biustonosze mrugałyby spod spodu bądź nieustępliwie wychylone rzucałyby się od razu w oczy (wszystko w zależności od wybranego modelu) albo grawitacja bezlitośnie przypominałaby za każdym razem, że bez biustonosza to jednak ani rusz. Konflikt tragiczny jak nic.

Wróciłam więc do studiowania modelu 108. No tak, góra piękna, ale dół posiadał w moim odczuciu dwie wady – na wąskiej spódnicy nie zmieściłoby się za wiele wzoru, a już zdecydowana byłam na flamingi, poza tym te rozcięcia boczne to się u mnie nie sprawdzają. Czasami zbyt energicznie macham nogami. Tu na szczęście dość szybko przyszło olśnienie, w wyniku którego postanowiłam połączyć górę jednego modelu sukienki z dołem drugiej.

IMG_4803IMG_4811IMG_4814

Muszę powiedzieć, że jak na mnie wyjątkowo ostrożna byłam, i to się pewnie później na mnie trochę zemściło. Skoro jedną próbną górę uszyłam, to sprawdzę i tę drugą. Ależ ja sobie brawa w myślach biłam, kiedy po uszyciu okazało się, że jest mi w jednym z obwodów dość ciasno. Przemodelowałam sobie więc tę górę 108, dodając tu i ówdzie centymetrów, uszyłam ją ponownie z surówki i jeszcze raz usłyszałam burzę wyimaginowanych oklasków. Zatarłam więc radośnie rączki i rozpoczęłam układanie formy na tkaninie. A tu zgrzyt. Jakoś tak trochę jakby za mało tej tkaniny… Albo flaming straci głowę, albo kuperek. Co zrobić? Co wybrać? Która szkoda będzie mniej bolesna? Jeju, walczyłam dosłownie ma milimetry, przesuwałam kombinowałam, a kiedy wreszcie wycięłam dół i myślałam, że uff już po wszystkim, to się okazało, że góra, mimo że to przecież takie nic, taki tam kawalątek materiału, może mieć problem, żeby mi się zmieścić na tym, co zostało po wycięciu dołu. No ale sukienka jest, co oznacza tyle, że znów wspięłam się na wyżyny swoich akrobatycznych możliwości i tak poukładałam formę, że się zmieściła na tych ścinkach.

IMG_4822IMG_4806IMG_4825IMG_4812

Myślisz sobie, że te przygody, o których wspomniałam na początku, to właśnie to? No nie, to dopiero rozgrzewka była. Spódnicę uszyłam bez najmniejszego problemu, natomiast przy szyciu góry coś mnie totalnie zamroczyło. Myślę sobie tak, ta wiskoza jest wiotka, zszyłam już szwy ramion, przyszyłam odszycie, ale trzeba teraz wykończyć ładnie te motylkowe rękawki. Natknęłam się kiedyś gdzieś na informację, że krochmal w sprayu, że pomaga to ujarzmić delikatne tkaniny. No to ja sobie przecież taki krochmal zrobię i wleję do spryskiwacza. I spryskam te rękawki. O ludzie! Wiesz co mi wyszło? No krochmal. Ale nijak on nie chciał wylatywać ze spryskiwacza delikatną mgiełką, tylko takim glutem wyleciał mi na tę niedokończoną górę sukienki. Spłukałam to szybko, odwiesiłam do wysuszenia. Po wyschnięciu okazało się, że na sukience nadal jest ten pieroński krochmal, a poza tym to zostały plamy. Trzeba to było uprać. Uprałam, wysuszyłam, obejrzałam. Plamy zeszły, resztki krochmalu gdzieniegdzie zostały. Ale odszycie zupełnie się zwichrowało. A ja nie mam już ani kawałka materiału, a w ogóle to mi się nie chce drugi raz tego szyć. W ruch poszło żelazko i całe pokłady cierpliwości. Ostatecznie udało się przywrócić górę do pierwotnego stanu. Potem już szybko uszyłam sukienkę do końca, pilnując, by po drodze nie wpadł mi do głowy żaden rewolucyjny pomysł.  Teraz natomiast czerpię wielką przyjemność z jej noszenia.

IMG_4836IMG_4824IMG_4815IMG_4800

Metryczka

  • Wykrój: Burda 5/2019 model 101 (dół) i model 108 (góra)
  • Tkanina: wiskoza 2,5 x 1,4 m z jednostronnym borderem
  • Rozmiar: 38
  • Modyfikacje: góra została przemodelowana tak, by pomieściła mój większy niż standard biust, poza tym pogłębiłam nieznaczenie dekolt z przodu
  • Dodatki: zamek 40 cm (zdaje się, że w przepisie jest że 60 cm, co jest oczywistą pomyłką)

IMG_4747IMG_4754IMG_4853IMG_4849IMG_4860

error

8 thoughts on “Szycie z przygodami – moja specjalność. Sukienka we flamingi

  1. Kasiu sukienka warta zachodu 🙂 Te wszystkie przygody dodały jej wartości. U mnie też często pot i łzy 😀 ale za to jak wyjdzie to radość dwukrotnie większa… no gorzej jak nie wyjdzie 🙁 bo tak czasami też bywa, że efekt zamierzony daleko odbiega od efektu końcowego, albo ja totalnie się sobie w tym nie podobam. Niestety takie rzeczy wpisują się w szycie, dopiero w trakcie widzisz czy to będzie to. Ja mam kilka takich tkanin, które przykładam do siebie i jakoś ich nie widzę, mimo, ze wcześniej kupiłam je z zamierzonym celem i co jakiś czas wyciągam i odkładam na półkę. Pewnie je wykorzystam jak mnie totalnie przyciśnie 😀
    Twoja sukienka jest piękna i powiem Ci, ze ja takich w swojej szafie nie mam. Ogólnie sprawdziłam ostatnio w czym mam chodzić w tym sezonie i normalnie klapa… ja mam niewiele… można by się zdziwić bo ciągle coś szyję, ale rotacja w mojej szafie 😀 na okrągło.
    Pozdrawiam cieplutko 😀

    1. Dziękuję, Beatko! Cieszę się, że tak uważasz. Masz rację, że czasem nie do końca udaje się trafić z fasonem albo kolorystyką, ale takie niestety ryzyko, kiedy próbuje się wciąż nowych wykrojów. Trzeba mieć żyłkę hazardzisty jak nic. Chociaż i tak wychodzi się na tym lepiej, bo jednak większość ciuchów się udaje. A jeśli nawet nie będą pasować na nas, to zawsze znajdzie się ktoś chętny, kto je przytuli 😀. U mnie aż tak dużej rotacji nie ma, bo trudno mi się rozstawać z rzeczami, które sama uszyłam, ale powiem Ci, że zaczyna mi się to zmieniać. Zwłaszcza jeśli te rzeczy leżą nieużywane, bo albo trzeba coś w nich zmienić, albo się zużyły, albo właśnie fason czy kolor nie ten. A miejsca na nowe nie ma. Coraz częściej udaje mi się dojrzeć do podjęcia tej trudnej decyzji 😀.
      Ściskam i pozdrawiam!

  2. Cześć,

    mam wrażenie, że czasem jet tak, że im się bardziej namęczymy z uszyciem czegoś, tym bardziej potem lubimy w tym chodzić. Mam nadzieję, że z tą sukienką będzie tak samo, bo jest przepiękna! 😀

    Pozdrawiam
    Kasia

    1. Oj tak! Jak się tyle serca włoży w daną rzecz, to potem jakoś tak milszym okiem się na nią spogląda. A patrząc na zdjęcia, przyznaję, że sukienka była warta zachodu 😀.
      Dziękuję pięknie!

  3. Ależ śliczności! Szybko powiększasz arsenał letnich sukienek 🙂 Bardzo wdzięczna sukienka – wygląda na lekką, zwiewną i uroczą, kompletnie nie widać ile przeszła w krótkim życiu 🙂 Jednak tkaniny z borderem czy jak nazwać taki asymetryczny print robią ogromną różnicę, sukienka robi się zupełnie unikatowa. Co do krochmalu to zdarzało mi się usztywniać wściekłe szyfony, ale zamaczałam je po całości w bardzo rozrzedzonym roztworze normalnego krochmalu z mąki ziemniaczanej i po wysuszeniu prasowałam i dopiero kroiłam.
    Faktycznie burda majowa ma fajną ofertę. Uszyłam spódnicę 112, sukienkę 108 i teraz mam na warsztacie 109, myślę nad sukienką 102, nad żakiecikiem 111, spódnica 122 też niezła. Jak na moje osiągi szyciowe to dużo jak na jeden numer. Podrzucasz pomysł z kombinacjami różnych gór-dołów, więc jeszcze trzeba przemyśleć co by tu teges… Byłaś bardziej przezorna niż ja (gratulacje!!) że zrobiłaś próbki, bo u mnie dopiero po zeszpilkowaniu wyszło że góra jest za mało pojemna – a nie wyglądała. A dałam małe dodatki na szwy, to teraz mam na styk. Zamiast dwóch rozcięć w spódnicy zrobiłam jedno z tyłu, też da się spokojnie i nawet dość żwawo kroczyć 🙂 Ogólnie to kiecka wyszła mi tak, że nie mam się co czepiać.
    Ogromnie miło ogląda się inne wykonanie, przecudne! Flamingi, kolor, fason – zagrało, i to jak!
    Pozdrawiam!

    1. Kobieto, ależ z tym szyciem szalejesz! 😀 Jestem pełna podziwu. Z drugiej strony, fakt – majowa Burda jest tak udana, że najlepiej to by było wszystko z niej uszyć. Ja się teraz zawzięłam trochę i postanowiłam, że zacznę zużywać zapasy materiałowe w końcu, bo mi latami zalegają, a ja tylko nowe dokupuję. Stąd wysyp tych sukienek. Ale będą też bluzki, garnitur letni i jeszcze jakieś inne rzeczy. Pod warunkiem że czas pozwoli 😉
      Ja już się na własnych błędach nauczyłam, że warto te próbne góry robić, bo jednak niewiele wykrojów nadaje się do szycia bez nanoszenia poprawek. A dzięki temu jestem przynajmniej później zadowolona z większości uszytych przez siebie sukienek. Może pochwalisz się tymi swoimi rzeczami, bo już dawno nic nowego nie publikowałaś. Z chęcią pooglądałabym te majowe formy w Twoim wykonaniu 🙂.
      Krochmalu miałam już nie tykać, ale jeśli zajdzie kiedyś potrzeba, to może zrobię tak jak Ty, że wypłuczę w nim po prostu cały kupon materiału. Chociaż pewnie będę go raczej unikać ;).
      Bardzo Ci dziękuję za odwiedziny i komentarz i tak bardzo się cieszę, że sukienka Ci się podoba 🙂. Pozdrawiam serdecznie!

  4. Przyznam ze tez mam chrapke na te obydwa modele sukienek. W ogole majowa Burda jest w sam raz dla mnie =). A sukienka genialna.. Wszystko… kolor, tkanina, wzor, fason. Swietnie Ci w tej dlugosci i kolorze.

    1. Raz na ileś lat trafi się taka Burda, z której chciałoby się wszystko mieć 😉. Ta do właśnie takich wydań należy. Bardzo się cieszę, że moja sukienkowa kombinacja Ci się spodobała. Dziękuję za odwiedziny i miłe słówko 🙂.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *