Wełniany kardigan

Oj, dużo wody w Wiśle upłynęło, zanim od powzięcia myśli o uszyciu swetra przeszłam do aktywnego działania. Kardigany szyli prawie wszyscy, ja też chciałam, ale gdy nie miałam jeszcze owerloka, wydawało mi się to w ogóle niemożliwie (a to nieprawda, bo teraz wiem, że taką akurat rzecz to z powodzeniem można uszyć bez). Potem pojawiła się maszyna, ale jakoś szybko minęła zima, a wraz z nią moje chęci. W tym sezonie znów się zasadziłam na własnoręcznie szyte długaśne swetrzysko, ale nim do tego doszło, pomyślałam jeszcze, że może jednak rozejrzę się po sklepach i obejdzie się bez szycia. Nachodziłam się sporo, nie powiem, naszukałam, naprzymierzałam. Ale wiecie co? Kiedy doszłam do tego, że w większości przypadków za sweter w najlepszym razie w połowie z włókien naturalnych zapłaciłabym krocie, postanowiłam zaryzykować i uszyć go sama. W Natanie kupiłam dzianinę w osiemdziesięciu procentach wełnianą i sprawiłam sobie kardigan. dsc07142

Wybrałam wykrój 107 z Burdy 11/2013. Mimo że noszę rozmiar 38, zdecydowałam od razu, że odrysuję najmniejszy rozmiar (36) i dopasuję go do własnych potrzeb. Już na starcie zwęziłam jego przednie części tak, żeby na siebie nie zachodziły. Skróciłam go także o 10 cm i  zwęziłam rękawy. Po zszyciu okazało się jednak, że sweter dalej jest wielki :). Nie mając już zbyt wielu możliwości, zwęziłam nieco rękawy na całej długości i górną część swetra, tak jakbym chciała go wytaliować. I tak jest go dużo, ale przynajmniej mieści się pod kurtką lub płaszczem. dsc07144dsc07146

Z braku doświadczenia z dzianinami swetrowymi nie miałam pojęcia, jak będzie wyglądał i jak będzie się nosić taki sweter z akurat tej swetrówki. Ta jest dość zwarta, średnio elastyczna i przez to też trochę sztywna. Jako odzienie wierzchnie kardigan sprawdza się świetnie – trzyma formę i grzeje. Zdecydowanie będzie z niego pożytek także wiosną. Natomiast muszę przyznać, że nie jest to miękki otulacz, w który z chęcią zawinęłabym się w zimną noc, siedząc na kanapie i oglądając film. Jest zbyt sztywny i trochę drapie. Ale ma jedną niepodważalną zaletę –  grzeje jak opętany. Dlatego ja jestem na tak :). dsc07147dsc07152

Nie szyłam kieszeni w szwach bocznych, choć przecież jestem niemalże kieszeniową maniaczką. Ale w tym przypadku obawiałam się znacznego poszerzenia mnie w biodrach. Pomyślałam, że może naszyję jakieś kieszenie bardziej z przodu, bo jednak bardzo by mi się przydały, ale brakuje mi koncepcji, jeśli chodzi o ich kształt. Może pomożecie? Pomóżcie :).

32 thoughts on “Wełniany kardigan

  1. Ha, ha, ha Powiem , że to znowu zbieg okoliczności 😀 Jakbym czytała o sobie, właśnie będe szyć, mam w planie 3 co prawda długie i proste, ale tez swetry, Tak jak Ty stwierdziłam, że jak mam wydać nie wiadomo ile i do końca nie będzie to co bym chciała to na co mi to jak moge mieć takie jak chce i w kolorach takich jak chcę. Kasiu Twój jest super, świetny kolor, bardzo Ci w nim do twarzy, jak zobaczyłam Twój już nie moge doczekać się kiedy skończę swoje, co prawda mają być do kompletu z sukienkam, ale na zimę i wiosne jak znalazł.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

      1. No teraz to już turlam się ze śmiechu 😀. Ja ten jeden uszyłam na rozgrzewkę i zaznajomienie się z tematem, ale juz wiem, że na nim nie poprzestanę. Czekam na Twoje swetry. Na pewno będą dla mnie inspiracją. A to ze mają być do kompletu z sukienkami, bardzo mnie zainteresowało i juz się nie mogę doczekać 😊.

  2. Śliczny sweterek 🙂 Ja bym chyba bez kieszeni nie wytrzymała :)) Jak nie chcesz wszywanych, to może na wierzchu takie z zaokrąglonymi brzegami, powtarzającymi łuk swetra? Bo takie kanciaste, to choćbyś dała pod nie wiadomo jakim kątem, to będą się gryzły ;/

    1. Właśnie myślałam o takich łukowych, tylko zastanawiałam się, czy wykrawać je, zachowując identyczne długości boków czy może zrobić asymetryczne. Będę myśleć i na pewno coś przyszyję. Dzięki za podpowiedź :).

  3. Rewelacyjny i pięknie odszyty i najważniejsze, że ciepły, że trochę gryzie to nie szkodzi można bluzkę z długim rękawem założyć i będzie dobrze. Chodząc po sklepach nie spotkałam fajnego kardiganu, to wszystko jest jakieś niskie gatunkowo dlatego tak jak Ty też będę szyć. Pozdrawiam ciepło 🙂 🙂

    1. Dziękuję :). Czasami trzeba na chwilę porzucić szycie nieco bardziej skomplikowanych rzeczy i sprawić sobie właśnie coś takiego łatwego i uniwersalnego. W końcu i takie ubrania bywają potrzebne :).

    1. Do koloru byłam przekonana już w momencie kupowania dzianiny, ale na zdjęciach zobaczyłam dopiero, że rzeczywiście trafiłam z nim w dychę ☺.

  4. Kasiu, piękny! Fajnie, że ten krój akurat wyrałaś, zawsze mi się podobał i ciekawa byłam recenzji. Ja swój pierwszy swetrówkowy kardiga też uszyłam dopiero, jak zaopatrzyłam się w owerlock i potem miałam dokładnie takie same przemyślenia, jak ty :).

    1. Nie da się ukryć, że z owerlokiem jest łatwiej i szybciej :). Ale ja to napisałam, Ty to napisałaś, więc może jak ktoś bez takiej maszyny przeczyta, że i bez owerloka można uszyć sweter, to się odważy i uszyje. W końcu dla chcącego żadna trudność nie jest nie do pokonania. Ja będę szyć kolejne. Na pewno jakiś jasny sobie sprawię :).

  5. Od dawna noszę się z zamiarem uszycia czegoś podobnego, więc Twój wpis stał się dla mnie świetną inspiracją 😉 Też nie mam owerloka, ale za to uwielbiam szyć dzianiny ręcznie. Tempo powstawania ubrań powolne, ale sama czynność bardzo wyciszająca. Zdecydowanie będę wpadać do Ciebie częściej 🙂

    1. Kasiu, informacja o tym, że dzianiny szyjesz ręcznie, zrobiła na mnie takie wrażenie, że mi szczena opadła do ziemi :). Naprawdę podziwiam, m.in. ze względu na pokłady cierpliwości, którymi zapewne dysponujesz ;). Cieszę się, że Cię zainspirowałam. Zapraszam :).

      1. Szycie szczególnie długich szwów w mięsistych dzianinach tak mnie relaksuje, że nawet nie chcę już mieć owerloka, o którym kiedyś marzyłam 🙂

        1. Wiesz, przychodzi mi na myśl, że może to mieć coś wspólnego z haftowaniem :). To raczej też taka czasochłonna i wymagająca dokładności czynność. Ale bywa bardzo relaksująca :).

          1. Haftowania jeszcze nie próbowałam, więc trudno mi porównać 🙂 Do pewnych rzeczy mam cierpliwość, a przy innych dostaję szału np.przy origami. Zastanawiam się czy u Ciebie też tak jest 🙂

          2. Raczej mam tak, że jedne czynności lubię bardziej, inne mniej, ale dopóki mi coś wychodzi w zadowalający sposób, to podchodzę do tego bez specjalnych emocji. W sumie to nie wiem, czy jest coś, czego tak bardzo, ale to bardzo, nie lubię.

          3. To dobrze, że się nie zamykasz na inne umiejętności 🙂 Moją wadą jest to, że czasami odrzucam możliwość nauczenia się czegoś, bo nie od razu wychodzi mi tak jakbym chciała :-/
            Od dawna szyjesz ubrania?

          4. Tak na poważnie to od jakichś 4-5 lat, a z samą maszyną mam kontakt od dziecka, więc to w sumie tak jakoś naturalnie wyszło, choć nikt z rodziny nie ma krawieckiego wykształcenia.

  6. Szyłam ten kardigan już dwukrotnie, lekko go zwężając , ale nie pomyślałam, że mogłabym w nim przedłużyć rękawy i otrzymać dużo wygodniejszą w użytkowaniu narzutkę. Świetny pomysł ! Rozumiem dokładnie też, co miałaś na myśli , że kardigan Cię nie do końca otula, bo jest ze zbyt sztywnej tkaniny. Miałam dokładnie tak samo ! Niemniej prezentuje się ślicznie i jako wiosenna narzutka na pewno zda egzamin. 🙂

    1. A to dla Ciebie rękawy były za krótkie? U mnie wyszły takie bez wydłużania – zajęłam się tylko zwężaniem :). Chociaż może to efekt uboczny tego zwężania ;). W każdym razie jest sweter jest świetny i sprawdza się w mrozy, a to najważniejsze :).

      1. Aaa, teraz dopiero zauważyłam, że to inny model ! 😉 Myślałam, że to osławiony Angie z kimonowymi rękawami, a ten widzę, że ma reglan. Zatem nie było tematu 😉 Niemniej podobne, oversizowe kardigany w szafie mam już dwa, tylko z krótszymi rękawkami. Nie zmienia to jednak faktu, że Twój otulacz bardzo ładnie się prezentuje 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *