DAMSKIE,  spodnie

Bez krótkich gatków ani rusz, czyli o ulubionym fasonie spodenek

Jak co roku w zasadzie lato w tej szerokości geograficznej jest za krótkie, zbyt nieprzewidywalne i w ogóle nie takie, jakiego bym oczekiwała. I choć coraz bardziej zrezygnowana godzę się z tym stanem rzeczy, muszę przyznać, że jest w zasadzie jeden pozytywny skutek tych moich zawiedzionych letnich oczekiwań. To znaczy ja to tak widzę, mając jednocześnie świadomość, że ktoś w innym położeniu może sobie na to spoglądać z zupełnie innej perspektywy. Bo dawniej to bywało tak, że z myślą o nadchodzącym letnim sezonie to ja rzucałam się na szycie letnich ciuchów jak Reksio na szynkę, trzaskając jedną rzecz za drugą. Co samo w sobie, jak teraz patrzę na to z perspektywy czasu, wcale bardzo złe nie było. W końcu jakoś tego szycia musiałam się nauczyć. Wraz jednak z doświadczeniem oraz stopniowym zapełnieniem szafy własnoręcznie uszytymi ubraniami moje podejście do kompletowania letniej garderoby się zdecydowanie zmieniło. Coroczny entuzjazm ustąpił miejsca chłodnej kalkulacji, a kompulsywne szycie zastąpiłam szyciem według aktualnych potrzeb. No dobra, nie tak może na 100%, bo jednak zachciewajki mi się zdarzają i nie widzę w tym nic zdrożnego, ale jak się tak przyjrzeć z bliska, można dostrzec tę zmianę. Bo jeśli to lato to w zasadzie najkrótsza pora w roku, do tego zmienna i kapryśna, to po jakiego grzyba ja mam szyć nie wiadomo ile kiecek, skoro najwygodniej i najpraktyczniej na rowerze czy spacerze z pieskiem jest w szortach. A jak do tego jeszcze urlop spędza się na polskiej ziemi, to opieranie swojej wyjazdowej garderoby wyłącznie na sukienkach może dość niemiło zaskoczyć. Z tą więc myślą do szycia wakacyjnego podeszłam bardzo roztropnie i w tym sezonie postanowiłam uzupełnić deficyt krótkich spodenek.

Ktoś by sobie pomyślał, krótkie spodenki, wielkie mi co, ale to pewnie byłby ktoś, kto nigdy nieudanych gaci nie miał. A mi się zdarzały różne takie – lepsze i gorsze, wygodniejsze i takie mniej, kupowane i szyte – i na bazie tych doświadczeń doszłam w końcu do tego, jakie spodenki lubię. Wypadkową tych wszystkich testów i poprzednich modeli są spodenki, które uszyłam jako ostatnie z tegorocznej letniej serii i które dzisiaj pokazuję (choć mam jeszcze jedne w zanadrzu i może przed jesienią jeszcze zdążę je pokazać). Dokładnie takiego modelu nie znalazłam w żadnej ze swoich gazet, kopercie czy innych zgromadzonych szablonach, dlatego musiałam opracować sobie ten fason sama. Nie chciałam brać na warsztat zupełnie nowego modelu, bo niosłoby to ze sobą ryzyko wtopy, jeśli podkroje czy obwody nie byłyby optymalnie dopasowane do mojej sylwetki, albo potrzebę zrobienia odszycia próbnego, a tego to mi się za bardzo robić nie chciało. Wybrałam więc trzecią opcję, czyli skorzystanie z dobrze mi znanego i pasującego fasonu i odpowiednie go przemodelowanie.

Bazą został więc model długich spodni na gumie, które szyłam już dwukrotnie. Z przodu obniżyłam jednak stan spodni o 1 cm, żeby pasek kończył się pod pępkiem. Od siebie też dodałam kieszenie w karczkach biodrowych (wcześniej szyłam kieszenie w szwach bocznych, jednak te w karczkach są dla mnie wygodniejsze). Długość spodni wymierzyłam na podstawie innego modelu, z czego wyszło mi, że 36 cm od nasady paska do dołu nogawki to będzie akurat tyle, ile potrzeba, by nóżka prezentowała się zgrabnie. Nie mogło tu oczywiście zabraknąć mankietów (czterocentymetrowe, przymocowane są jedynie na szwach bocznych), bo choć zbiera się w nich piasek z plaży i za każdym razem po praniu trzeba je musnąć żelazkiem, żeby szerokość się zgadzała na całym obwodzie, to jednak stanowią takie miłe dla oka wykończenie. W stosunku do oryginału zmieniłam także nieco pasek w tych spodniach. Nadal jest on doszywany do nasady, ale jego gotowa szerokość ma tylko 4 cm (użyłam pięciocentymetrowej gumy, którą wszyłam w pasek, tak żeby nic się w gatkach nie wywijało). A ponieważ na koniec po wszystkich tych zabiegach zostało mi jeszcze troszkę tkaniny, a bardzo nie lubię, jak mi zostają takie kawałki nie wiadomo na co, to pomyślałam, że doszyję jeszcze z przodu to wiązanie na kokardę. Jego docelowa szerokość do szerokość gotowego paska, czyli także 4 cm. I tak właśnie wyglądają moje idealne krótkie spodenki. Są wystarczająco luźne, przewiewne i doskonale znoszą pałaszowanie przeze mnie letnich przysmaków. Zdecydowanie warto było uszyć wszystkie poprzednie, by dojść wreszcie do ulubionego fasonu.

Metryczka:

  • Model: Burda 8/2018 model 106 B
  • Rozmiar: 38
  • Tkanina: 1,10 m tkaniny mercedes ze sklepu Textilmar (zdecydowanie za dużo, ale pierwotnie miałam szyć z tego zupełnie inne spodenki)
  • Modyfikacje: wszystkie opisałam powyżej

komentarze 2

  • Lizawieta

    No super krawcową jesteś Kasiu. Gatki są idealne, świetnie leżą i znakomicie się w nich prezentujesz. Piękne fotki. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.