bluzki/koszule,  DAMSKIE,  spodnie

Nie wszystko złoto, co się świeci, czyli rzecz o tym, że sz(ż)ycie to nieustanna nauka

Nawet nie srebro, jak się okazuje, choć błyszczy okazale. Ale ten błysk zdradliwy jest i bezwzględny zarazem, bo zaraz ściąga wzrok tam, gdzie akurat może niekoniecznie chciałoby się go mieć. Bo patrzysz sobie na pięknie połyskującą krawędź kołnierza, a ta prowadzi cię wokół ramion, by nagle natknąć się na nierówność, której się nie spodziewasz. Albo to, co ma być twoją drugą skórą, zdradza jednak jakieś zmarszczki, fałdki, ale ty ich przecież tam nie masz. Tak, tak, bywa że się potykam i mimo całej swojej wiedzy i umiejętności czasem coś skiepszczę. Bo jak by nie patrzeć, każdy nowy projekt to nowe doświadczenie, czasem z zupełnie nowymi elementami składowymi. I im więcej tych nowości, tym efekt końcowy trudniej przewidzieć. Zaraz tu palcem wszystko pokażę, najpierw jednak słowem wprowadzenia kilka słów o całym tym błyszczącym przedsięwzięciu.

Urodziła się bowiem w mojej głowie taka myśl, że na huczne świętowanie czterdziestych urodzin przyjaciela mojego męża nie wypada iść w byle czym, koktajlowe sukienki weselne są za strojne, a codzienne kiecki mam jednak zbyt codzienne, by odpowiednio podkreślić charakter okazji. Dość długo zatem zastanawiałam się, jaki fason wybrać, a w międzyczasie zamówiłam tkaninę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia, nie wiedząc jeszcze do końca, co ostatecznie z niej uszyję. Kiedy miałam ją już w swoich rękach, zaczęłam coraz intensywniej myśleć o tym, że może jednak to nie powinna być sukienka. Może niech będą spodnie i coś na górę. Tak bardzo spodobał mi się ten pomysł, że następny tydzień poświęciłam poszukiwaniu inspiracji, a później odpowiednich wykrojów. I choć mogłoby się wydawać, że po ich znalezieniu będzie już z górki, to jednak rzeczywistość zweryfikowała te wyobrażenia.

W pierwszej kolejności wzięłam na warsztat bluzkę. Z formy na sukienkę zostawiłam górę, ale postanowiłam odrzucić rękawy. I tu zaczęły się schody, bo musiałam połączyć jakoś przód z tyłem i wszyć w to coś kołnierz. A potem jeszcze doszyć podszewkę, której wykrój na sukienkę nie przewidywał, a bluzka z tej tkaniny po prostu nie mogła się bez niej obejść. I na etapie modelowania, a potem robienia odszycia próbnego to wszystko udało mi się jakoś pożenić, choć łatwo nie było. Efekt tego próbnego szycia, co istotne – z tkaniny bawełnianej, w zupełności mnie zadowalał, uznałam więc, że mogę z powodzeniem brać się za szycie właściwe.

Zajęłam się zatem spodniami, bo i co do nich nie byłam pewna. Najpierw wybrałam fason z szeroką prostą nogawką, ale że wydała mi się ona jednak za szeroka, zaczęłam ją wysmuklać na formie. Potem zerknęłam na odszycie tego modelu, które zrobiłam kiedyś, i nabrałam wątpliwości, czy te spodnie będą się dobrze układać. Od wątpliwości przeszłam do poszukiwań innego fasonu, który byłby bliższy moim wyobrażeniom, i w ten sposób dotarłam do modelu, który ostatecznie wybrałam. Pierwsze odszycie próbne z nieelastycznej tkaniny uświadomiło mi, jak bardzo pomyliłam się w wyborze rozmiaru. Spodnie na biodrach aż trzeszczały. Drugie zrobiłam więc o rozmiar większe, przy okazji podnosząc linię wszycia paska. Okazało się, że w kroku zaczęły dziać się rzeczy, których sobie tam nie życzyłam. Trzecie zatem zrobiłam łącząc oba rozmiary i dopiero ta wersja okazała się dobrze leżąca i pasująca. Ale cóż z tego, skoro w całej tej zabawie pominęłam kieszenie i wszycie paska, co w wersji docelowej pokazało mi, że tymi skrótami to ja jednak nie dotarłam tam, gdzie chciałam.

Największego psikusa sprawiła mi bowiem tkanina. Piękna, wiskozowo-poliestrowa z lureksową nitką. Śliska. Strzępiąca się od samego patrzenia. Dość ciężka i lejąca, prawie-się-niegniotąca. W kolorze idealnym dla blondynki. Dalej jestem nią zauroczona. Resztę tajemnic odkryła przede mną później. Do pralki  wrzuciłam ją po uprzednim obrzuceniu brzegów owerlokiem, gdyż nie jestem pewna, co bym wyjęła, gdybym tego nie zrobiła. Po praniu i suszeniu wyglądała całkiem nieźle, znaczy zagnieceń na niej istotnych nie było, lecz nauczona nie tak dawnym doświadczeniem postanowiłam ją pogłaskać żelazkiem. I o ile w kontakcie z suchą stopą nie działo się nic niepokojącego, o tyle w kontakcie z parą materiał zdradzał swoje prawdziwe oblicze, to znaczy kurczył się tak, jak by chciał się pod tą stopą schować. Wobec powyższego postanowiłam uparować go niczym pampuchy na sobotni obiad, licząc na to, że to załatwi sprawę. Okazało się, że z grubsza to może i tak, ale przecież w trakcie szycia zawsze znajdzie się taki kawałek, który może skurczyć się jeszcze bardziej. Oj, bardzo już później uważałam, żeby tego przycisku, który mam pod palcem, przez nieuwagę nie wcisnąć. To raz. A dwa – niezależnie od tego, jakimi igłami próbowałam szyć, nie byłam w stanie uniknąć przeciągania tych lureksowych nitek na lewą stronę. Kiedy igła trafiała na nitkę, nie była w stanie jej przebić ani odsunąć, wobec czego pętelka z nitki pojawiała się w miejscu takiego wkłucia na lewej stronie. Ostatecznie machnęłam na to ręką, godząc się z tym, że nie będzie idealnie.

Szycie tego kompletu okazało się wymagające, trudne i pełne pułapek. Każdy jeden element zaraz po skrojeniu musiałam obrzucić, żeby zachował ten sam rozmiar do czasu, aż przystąpię do jego zszywania. Podkroje pach i dekolt stabilizowałam taśmą ze skosu, tak samo jak wloty kieszeni. Wierzch kołnierza podkleiłam wkładem, zanim go skroiłam. A i tak później gdzieś na etapie prasowania po zszyciu dwóch warstw (albo po wszyciu w dekolt) z jednej strony go rozciągnęłam. Mogłam wymienić ten element na nowy, ale bałam się prucia, więc ostatecznie ratowałam się prasowaniem. Jedyne prucie, na które w przypadku bluzki sobie pozwoliłam, to przeniesienie zamka krytego z boku na tył, który jednak pod pachą mi przeszkadzał. Nie udało mi się ładnie odszyć „ramiączek” pod kołnierzem. O ile manewrowanie cienką tkaniną bawełnianą przy odszyciu próbnym i wywijanie wąskich tuneli nie stanowiło większego problemu, o tyle ta sama zabawa w przypadku tak trudnej materii okazała się na tamten moment ponad moje siły. Na szczęście tego akurat nie widać, a ja już lepiej radzę sobie z odpuszczaniem. Jeśli chodzi o spodnie natomiast, to może samo ich szycie nie było kłopotliwe, ale problemem okazało się to, jak układają się worki kieszeni na ciele. Znaczy się wyłaziły na zewnątrz i nie dawały się upchnąć na swoim miejscu. I tu niestety nie jestem w stanie stwierdzić, z czego bierze się ten problem, choć mam pewne przypuszczenia. W każdym razie skończyło się na pruciu paska w spodniach i niewielkiej korekcie wszycia tych worków, żeby je trochę ujarzmić. Szkoda, że nie przyjrzałam się tylko wcześniej, że powinnam skrócić odrobinę wysokość tyłu i wszyć pasek głębiej, żeby spodnie się lepiej układały, ale cóż… Ponownie postanowiłam odpuścić.

I można by pomyśleć, że nie jestem zadowolona z tego kompletu i całe przedsięwzięcie uważam za klapę. A to wcale nieprawda. Mimo wszystko uważam, że wyszło nieźle, a te drobne mankamenty nie przeszkodziły mi w tym, żeby dobrze się bawić (choć tak mocno dopasowane spodnie jednak w pewnym momencie stają się ograniczeniem). Na pewno czegoś nowego się podczas szycia nauczyłam i na pewno odkryłam fason spodni, którego szycie powtórzę. Przy czym tym razem z tkaniny z dodatkiem elastanu, bo moje kiszki szybko dają znać o tym, że było pojedzone. Chciałabym też podejść jeszcze raz do bluzki i znaleźć łatwiejszy sposób na jej uszycie. Dlatego nie zamierzam rozstawać się z formami, które sobie przygotowałam, tylko spokojnie poczekam na natchnienie.

Metryczka:

  • Bluzka
    • Model: Burda 4/2019 model 118
    • Rozmiar: 38
    • Tkanina: tkanina wizytowa ze sklepu www.supertkaniny.pl; zamówiłam 3 m (kawałek mi został)
    • Modyfikacje: do uszycia bluzki wykorzystałam formę sukienki z asymetryczną górą. Zrezygnowałam z rękawów i zastąpiłam je „ramiączkami” wyrysowanymi na podstawie formy odszycia – ich gotowa szerokość to 5,5 cm, jednak okazało się to wciąż mało przy tej tkaninie, żeby swobodnie manewrować całością pod stopką maszyny. Poniżej odszycia dekoltu bluzkę wykończyłam podszewką. Całość wydłużyłam nieznacznie, tak żeby bluzka sięgała poniżej linii talii. Zaszewki pionowe zmieniłam na piersiowe.
  • Spodnie
    • Model: Burda 8/2013 model 118 B
    • Rozmiar: 38/40
    • Tkanina: jw.
    • Modyfikacje: podniosłam stan spodni do talii i na jego podstawie wyrysowałam pasek o szerokości 5 cm.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *