DAMSKIE,  sukienki

Kryzys wieku średniego albo (r)ewolucja wśród wzorzystych upodobań

Tylko krowa nie zmienia poglądów, chociaż w sumie ja tam nie wiem, bo z żadną się bliżej nigdy nie miałam okazji poznać, dysput ze sobą też nigdy dłuższych nie prowadziłyśmy. Były to raczej spotkania okazjonalne, coś w stylu „cześć, krówko”, wyrzucane w przestrzeń za lat szczenięcych na bezkresnych (tak się wtedy jawiły) łąkach. Raz chyba tylko zdarzyła się taka okazja, że była szansa na rozmowę, z siostrą bowiem udałyśmy się do zaprzyjaźnionej obory, by poznać nowego cielaczka. Można rzec, że cielaczek był nastawiony bardzo entuzjastycznie i z zaciekawieniem przyglądał się odwiedzającym, chcąc zapewne wiedzieć, kogo niesie. Pewnym krokiem ruszyłyśmy na to spotkanie, wtedy jednak wydarzyła się rzecz, która na zawsze przekreśliła szansę na uroczą konwersację. Jak się okazało, stanęłyśmy na tyle blisko, że cielaczek postanowił wymienić buziaczki z moją siostrą (być może z racji niższego wzrostu znalazła się na odpowiedniej wysokości). Począwszy od brody, przejechał ozorkiem po jej twarzy aż do samego czoła, na co obie zwiałyśmy z obory. Ja ze śmiechem i uczuciem ulgi, że to nie ja, ona zaś przestraszona i z krzykiem. Potem okazało się jeszcze, że śmiertelnie się na wszystkich i wszystko obraziła z powodu tego, co zaszło. Tak czy inaczej to było moje ostatnie tak bliskie spotkanie z krową, bo niby taka harda byłam, ale sama to jednak nie miałam odwagi odwiedzić obory ponownie. Ale ja tu w sumie nie o krowach chciałam opowiadać.

Tak się bowiem złożyło, że ze zdumieniem odkryłam, że wśród moich ubrań pojawiła się kolejna rzecz z wzorem, i to nie jakimiś tam paskami, które – jak wiadomo – są oddzielną kategorią wzorów, ale z maziajami przypominającymi jakiś zwierzęcy print. Zupełnie nie wiem, co to się porobiło i co tak bardzo na mnie wpłynęło, sama bowiem, z boku na siebie patrząc, jeśli już – obsypywałabym się kwiatami w rozmaitych wariantach (co w sumie też czasami mi się przecież zdarza). A tu taka dość nieoczekiwana tendencja zaczyna się objawiać i moje zamiłowanie do zwierzyny na odzieniu (ło matko i córko, żebym się tylko w Cruellę nie zamieniła z wiekiem!). W każdym razie najpierw stałam się posiadaczką kuponu twillu wiskozowego, bo czasami tak po prostu jest, że nie znajduje się argumentów przeciw (albo bardzo usiłuje nie znaleźć), a następnie sukienki, z którą dziś przychodzę.

Z sukienką zaś sprawa wyglądała tak, że od początku wiedziałam, że musi to być coś wyjątkowego, żebym jednak całą sobą była w stanie dźwignąć urok tej tkaniny i jej niecodzienny nadruk. Z drugiej strony zależało mi na stosunkowo prostym fasonie, bo zdaje się, że bogactwo cięć czy detali mogłoby zginąć albo zafundowałabym sobie wersję a’la dzidzia piernik. A tego to ja się bardzo boję. Przyznam, że najpierw moją uwagę przyciągnęła góra sukienki i to w zasadzie ona zdecydowała o tym, że wybiorę właśnie ją. Dopiero po wydrukowaniu szablonu okazało się, że dół skrywa pewną niespodziankę, to znaczy rozszerzające się ku ziemi kliny spódnicy. Nie raz już jednak pisałam, że w gorącej wodzie kąpaną będąc, bywa, że działam za szybko. Dlatego nie chcąc marnować papieru stwierdziłam, że taki dół w sumie mogę sprawdzić, może coś z tego będzie. No i przyznać muszę, że sukienka właśnie w takim wydaniu ma to coś. A jeśli by ją uszyć z jakiejś eleganckiej nieco bardziej mięsistej tkaniny, to będzie to doskonała propozycja na sukienkę wieczorową. Aż szkoda, że mi się już żadne wesele nie szykuje w najbliższym czasie.

Metryczka:

komentarze 2

  • Szyję...bo kocham i potrafię

    Kasiu, a dlaczego nie? Życie jest zbyt krótkie, zeby sobie takich rzeczy odmawiać. Ani tym nikomu krzywdy nie zrobisz ani jakoś sama nie ucierpisz. Ja uważam, ze powinnas czasami puścić wodze fantazji i wyjść ze swojej strefy komfortu bo tylko krowa „a propos krowy” 😀 nie zmienia pogladów a czasami mozemy odkryć coś czego bysmy same się nie spodziewały. Sukienka przecudna i jak dla mnie świetna na rózne okazje.

    • Kasia

      No właśnie! Najpierw po zachłyśnięciu się wszelkimi możliwymi wzorami i kolorami poszłam w stronę jakiegoś względnego uporzadkowania tego mojego szycia, to po pewnym czasie zaczęło mi brakować chociaż odrobiny szaleństwa 😉. Nie ma się co kurczowo trzymać raz obranej drogi, kiedy serce ciągnie w inną stronę. No i tak jak piszesz – jest jeszcze ten aspekt odkrywania nowych rzeczy. Bez tego człowiek by się nie rozwijał.
      Bardzo sie cieszę, że sukienka Ci się podoba 😊😘⚘️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.