DAMSKIE,  okrycia wierzchnie

Wiosenna kurtka

Kwiecień w tym roku to zdecydowanie miesiąc zawiedzionych oczekiwań pogodowych. Wielkanocny poniedziałek miał być w miarę ciepły i słoneczny. Dyngusowe psikawki w gotowości wyglądały porannej wodnej bitwy na zewnątrz, kiełbasa czekała już na nadzianie jej na kijek i radosne skwierczenie nad ogniskiem. Tymczasem rano okazało się, że niebo gęsto zasnute chmurami nie przepuszcza ani jednego promyczka, a w okolicach pory obiadowej lunął deszcz. W tej sytuacji musieliśmy zadowolić się symbolicznym psiknięciem w domu i żurkiem z pajdą chleba zjedzonym przy stole i jak dobry obyczaj przykazał – sztućcami. To pomyślałam sobie, że może w następny weekend sobie odbiję, w końcu prognozy znowu takie optymistyczne. W głowie już nawet miałam wizję, że wyciągnę jakieś bardziej odkryte buty, kostki wypuszczę ze skarpet i rozwiniętych do samego dołu nogawek, niech sobie witaminy D łykną. No ale znowu ta wczorajsza sobota okazała się nie do końca zgodna z wyobrażeniami i czegoś mi w niej zabrakło. Ale dziś na szczęście jest jeszcze niedziela. I ja tę niedzielę sobie bardzo dokładnie zaplanowałam i zamierzam ten plan zrealizować. A w tym planie jest wycieczka rowerowa, lody w parku i całe mnóstwo energii, która skumulowana ma wystarczyć mi aż do następnego weekendu. I jest jeszcze moja nowa kurtka rowerowa, którą zamierzam wreszcie przetestować.

I teraz dwie kwestie chciałabym rozwinąć. Akurat na tych zdjęciach nie ma roweru i w zasadzie to on był raczej takim pretekstem niż niezbędną częścią mojego outfitu. Pretekstem w tym sensie, że bardzo chciałam z tej tkaniny uszyć jakieś wierzchnie odzienie, ale żeby je uszyć, potrzebowałam jakiegoś sensownego uzasadnienia. Muszę bowiem przyznać, że doszłam już do tego momentu, że raczej mi ich nie brakuje, ale powiedzmy, że zauważam mankamenty tych, które mam. Takie zupełnie czysto użytkowe. No więc jeśli chodzi o rower, to na przykład w granatowej parce przeszkadzały mi te troczki dyndające z tyłu. W szprychy wkręcają się zwinnie i po mistrzowsku. Sprawdziłam. Mam też taką letnią, podobną do najnowszej, kurtałkę z kapturem, z rękawem 3/4 i brakiem zapięcia jakiegokolwiek. No i wszystko fajnie, ale gdy jeżdżę w niej na rowerze, to ona rozchyla swe poły, a ja niczym żółta batwoman frunę, zahaczając czasem o mijane po drodze chaszcze. Czyli trochę niefajnie, a nawet może się okazać, że niebezpiecznie. A płaszcze to się w ogóle nie nadają. Jak by nie patrzeć, wychodzi na to, że taka kurtka była mi bardzo potrzebna.

Druga sprawa dotyczy wzoru. Sytuacja w mojej garderobie ma się tak, że jestem wzorzystą nudziarą. Z reguły wybieram tkaniny bez wzorów (pasków nie zaliczam do wzorów jako takich, bo to klasyk wymykający się tej klasyfikacji moim zdaniem), w stonowanej kolorystyce, a szczytem moich odstępstw od tej zasady są czasem jakieś kwiatki. No ale bywa, że mnie totalnie poniesie i nie potrafię powiedzieć nic więcej na swoje usprawiedliwienie niż tylko, że jakiś materiał mi się po prostu spodobał i musiałam go kupić. Tak było w przypadku tej zebry. Kupiłam ją, zdekatyzowałam i odłożyłam na bok, by na spokojnie znaleźć dla niej odpowiednie zastosowanie i pochopnie nie zepsuć jej złym pomysłem. Czekała na tyle długo, że nie ma jej już w sklepie, ale za to ja czuję, że wymyśliłam dla niej najlepsze możliwe w moim przypadku przeznaczenie.

Z nieukrywaną satysfakcją powiem, że kurtka to kolejny projekt, z którego jestem bardzo zadowolona. Po jej uszyciu złapałam wiatr w żagle czy tam maszynę, bo chwilę wcześniej jeszcze trwałam w jakimś takim zawieszeniu i brakowało mi motywacji. Na szczęście to chwilowo za mną, a ja mam głowę wypchaną pomysłami na najbliższe tygodnie. Mam nadzieję, że zapału do szycia (i czasu też) mi nie braknie.

Ps. Ta kurtka na młodym człowieku to też moje dzieło. Uszyta z potrzeby chwili ze starych jeansów i mojej szkolnej bluzy. Na dzielni rządzi. W lesie też.

Metryczka:

  • Wykrój: Burda 3/2021 model 109
  • Rozmiar: 38
  • Materiały: Tkaninę kupiłam w sklepfastrygi.pl, ale teraz jest już niedostępna. To twill bawełniany świetnie nadający się na takie lekkie okrycia. Na podszewkę wykorzystałam batyst bawełniany, ale  na rękawy mi go zabrakło, więc te jej po prostu nie mają. W końcu to lekka kurta i zależało mi, żeby była jak najbardziej przewiewna.

komentarze 2

  • Szyję...bo kocham i potrafię

    Kasiu, powiem Ci, ze ta kurtka jak dla mnie jest tak świetna, ze nie potrzeba argumentów aby takową uszyć, to tak jak z tkaninami, które kupujesz i nie wiesz dlaczego 😁 Uważam, ze to jest must have szafy i już. Człowiek nigdy do końca nie wie co mu może być potrzebne.
    Wracając do kurtki, jak dla mnie tkanina, print to jest coś co idealnie wpisuje mi się w takową kurtałkę. Jest rewelacyjna i ja też taką chcę, co prawda nie mam roweru, bo nigdy nie był mi potrzebny, ale czasami po prostu chciałabym go mieć jak widzę, jak suniecie po lasach i innych ścieżkach 😆 Mam kupioną podobną kurtkę lata temu, ale jest cieniutka i jak wieje wiatr a kurtka nie zapięta to fruwa mi we wszystkie możliwe kierunki, a że sznurek z niej ciągle wychodzi to inna inszość i wiecznie muszę go pilnować.
    Pozdrawiam serdecznie 😊

  • Alicja

    Tkanina na kurtce ma super print.Da sie nim zonglowac. I jest idealna nie tylko na rower.Jest calodzienna.Lubie ogladac Twoje prace .Sa lekkie, przemyslane, nie przytloczone udziwnieniami.Prostota zawsze wygrywa.Pozdrawiam pieknie i dziekuje za mily wpis na moim blogu.Takie wpisy to ja moge czytac na okraglo.Hihihi….polaskotalas moje ego.Zycze wielu nowych pomyslow na szycie i powodzenia w prowadzeniu nowej grupy na Fb.Zapowiada sie, ze bedzie to interesujaca grupa, ktora wniesie wiele nowego w nasze umiejetnosci krawieckie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *