DAMSKIE,  sukienki

Rajstopy to zło, czyli o nowej bordowej sukience, która musiała znieść ich towarzystwo

Ale że już naprawdę ta wiosna to mogłaby nie robić takich numerów i w końcu się zdecydować, że chce nam zaoferować ciepło, dużo słońca i deszczu w sumie też, bo on jest bardzo potrzebny, ale najlepiej żeby jednak tylko w nocy, bo za dnia to on trochę przeszkadzać może. Tak bardzo już bym chciała biegać sobie w sukienkach, z gołymi nogami, a już najlepiej to w sandałkach. Bo ze mnie taki to człek jest, który to bardzo, ale to bardzo nie lubi rajstop. A już na sobie to w ogóle. Boszzzz, jeszcze pamiętam, jak to cielęciem będąc, usłyszałam, że damę poznaje się między innymi po tym, że zawsze do spódnicy czy sukienki nosi rajstopy. Zawsze. Nawet latem. I zupełnie nie wiem, dlaczego pozwoliłam, żeby to przekonanie utkwiło w mojej głowie, co więcej jakiś czas wydawało mi się, że mam ochotę aspirować do tego miana i nieco już starszą będąc, te rajstopy (ewentualnie pończochy) nosiłam, tak okrutnie się męcząc. Gdzie mi do damy albo chociaż stereotypowej kobiety, co to w torebce nosi milion rzeczy, mogłaby godziny spędzać w łazience na rozmaitych zabiegach pielęgnacyjnych i tyle samo czasu poświęcić pogoni za trendami i rozmowach o tym? No, to cała nie ja. Ale sukienki lubię. Szyć i nosić również. Najchętniej cały rok, ale musiałabym zmienić klimat. Na razie jednak nie planuję, choć gdyby nadarzyła się okazja, niewykluczone, że chętnie bym skorzystała. Wyczekuję więc z utęsknieniem wiosny, by wreszcie wyskoczyć z gaci i dać się nogom smagać wiatrem, kurzem, no a w końcu to i gryźć komarom.

I jaka też była moja radość, gdy w końcu to słońce zaczęło świecić całymi dniami. Przecież ja z gotową sukienką tylko na to czekałam. Na to, żeby wreszcie móc w niej chodzić bez rajstop, no i naturalnie zrobić też zdjęcia. Dlatego w weekend szybko ułożyłam plan działania, a następnie zaczęłam go realizować. Jak zwykle przed zdjęciami ułożyłam włos, wyrównałam koloryt na twarzy, a róż rzuciłam tam, gdzie dodaje subtelnego uroku, a nie tam, gdzie mam go zwykle, ale niekoniecznie wygląda urokliwie, a raczej tak, jakbym miała wieczny katar i nie rozstawała się z chusteczką do nosa. Cóż, moje naturalne, zewnętrzne piękno nie zawsze zgrywa się z kanonami. Potem założyłam sukienkę, ale pomyślałam, że może jednak założę jeszcze halkę, bo ta wiosna taka wczesna, to lepiej może nie przesadzać. Chwilę zaś później mój mąż sprawdził temperaturę, następnie zerknął na moje gołe nogi i zaraz potem popatrzył na mnie wymownie. No tak, albo rybka, albo akwarium, albo jednak założę te rajty pod kieckę i chwilę się pomęczę. Bo jednak pięć stopni to trochę mało, a ja zapędów do morsowania nie mam. Wygrzebałam tę jedną jedyną parę, co to ją mam, z małą wyszarpaną zamkiem błyskawicznym dziurą na biodrze (po co mi nowe, jak i tak w zasadzie nie używam), i starając się nie pognieść sukienki, jakoś je na siebie wciągnęłam, sapiąc przy tym niemożebnie. Wyszykowawszy się wreszcie (to ja), ruszyliśmy (oboje z mężem-osobistym fotografem) na zdjęcia. Ja pierniczę, ale było zimno!

Może i wiało okrutnie, może zimno było, ale pozytyw jest taki, że tym razem w dziesięć minut ogarnęliśmy te zdjęcia, co oznacza, że odzyskaliśmy dawny flow. Osobisty fotograf to kucnął, to dwa kroki do przodu czy tyłu zrobił, a ja bardzo starałam się rzadko mrugać i panować nad swoją grzywką oraz mimiką. W sumie też ten wiatr, choć taki zimny i przeszywający, okazał się całkiem spoko o tyle, że dzięki niemu widać, jak miękko układa się tkanina. Chociaż były momenty, że przyklejała się do nóg i wtedy nie było spoko. Co zaś do samej sukienki, to muszę powiedzieć, że warto było domówić materiału i powalczyć o te rękawy (te uszyte pierwotnie były ciut za ciasne, żeby nie powiedzieć – uniemożliwiające normalne funkcjonowanie), bo w takiej wersji bardzo mi się ona podoba. A swoją drogą sukienek bez rękawów trochę już mam, a i plany na letnie fatałaszki też są, więc najrozsądniejszym rozwiązaniem było po prostu trzymanie się tych planów.

 

Metryczka

  • Szablon: model B Simplicity S9042
  • Rozmiar: H5 (12)
  • Materiał: 3,5 m (+ dodatek na nowe rękawy) tkaniny mercedes ze sklepu textilmar.pl
  • Uwagi:
    • Jak już wspomniałam, rękawy okazały się dla mnie za ciasne w główce i odrobinę w podkroju. Przemodelowałam je, pogłębiając podkrój i poszerzając rękaw w główce o 2 cm. Nadal nie układał się satysfakcjonująco, więc niezbędne okazało się jeszcze podniesienie główki rękawa o 1 cm (być może podniesienie o 1,5 cm dałoby jeszcze lepszy efekt, ale tu już szłam na żywioł). Tak poprawiony rękaw okazał się już wystarczająco wygodny.
    • Tkanina jest bardzo przyjemna w dotyku, chłodna i gładka, jednak utkana z dwóch rodzajów nitek – nitki osnowy są cieniutkie; to takie niby żyłki, które niestety drapały mnie po ramionach po wszyciu rękawów. Dlatego zamiast obrzucenia zapasów szwów w tym miejscu owerlokiem wykończyłam je lamówkami. W przypadku reszty sukienki nie było takiej potrzeby.
    • Ten model sukienki sprawdza się także przy większym biuście (to mój case). Nie było potrzeby wprowadzania tu żadnej korekty, jednak na wszelki wypadek oprócz zatrzaski przewidzianej w pasie dodałam jeszcze jedną na wysokości biustu, żeby dekolt się nie rozchodził.
    • Ozdobną listwę spódnicy skroiłam według przepisu, czyli po skosie. Ponieważ jednak materiał jest dość ciężki, im bliżej dołu, tym listwa ma większą tendencję do falowania i odwijania się. Dlatego na całej długości przymocowałam ją do spódnicy ściegiem zakopiańskim, a następnym razem skroiłabym ją chyba po nitce prostej.

komentarze 2

  • Szyję...bo kocham i potrafię

    Wiesz co Kasiu, jak dla mnie ta sukienka taka płaszczowa jest, więc ta rajstopa wcale tu nie przeszkadza przynajmniej wizualnie. Co do wygody mało kiedy idzie to w parze z efektem wizualnym, więc trudno trzeba iść czasami na kompromis. 5 stopni dla mnie to ziąb, co by nie mówić. Jakoś z wiekiem bardziej ciepłolibna się stałam, więc podziwiam za fotki w sukience przy takiej aurze. Ja ostatnio nawet płaszczy nie potrafię sfotografować, bo mi za zimno, Co innego jak lecisz z fotografem i pyk 10 min i po zabiegu, mi samej zajmuje w zasadzie jakieś 1,5 godziny 😂 więc i ręce zdążą zmarznąć i cała reszta! Sukienka piękna, kolorek twarzowy, krój ponadczasowy, więc i ładnie i praktycznie.

    • Kasia

      No masz! Nie wiem, jak to się stało, że przegapiłam ten komentarz. Teraz odpowiedź to będzie jak musztarda po obiedzie, ale nie lubię tak zostawiać, więc będę pisac.
      Otóż w całym tym moim rajstopowym jęku to chodzi głónie o to, że ja rajstop nosić nie znoszę 😀 Gryzą mnie, cisną i trzeba się z nimi certolić, żeby oczko nie poszło czy dziury nie wyszarpać. Ze mnie jest straszny raptus i nieprzesadnie uważny człowiek, więc u mnie rajty są zwykle na raz (te cieńsze). Dlatego jak się da uniknąć, to nie noszę. A jak nie, to z wielkim bólem sapię i stękam, wciągając je na siebie 😂. Chciałabym, żeby te zdjęcia z fotografem zajmowały tylko 10 minut, ale minimum to my osiągneliśmy gdzieś na poziomie pół godziny, bo to jednak pokłócić się czasem trzeba, podąsać i odebrać telefon od dziecka, które zawsze dzwoni wtedy z pilną sprawą. Można zdążyć zmarznąć. Cieszę się jednak mimo wszystko, że ma mi kto te zdjęcia robić, bo jak jestem zmuszona robić je sobie sama, to zawsze jakoś tak sztywno i drętwo.
      Cieszę się, że sukienka Ci się podoba i jest mi z tego powodu bardzo miło!
      Serdeczności!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.